
Zdaje się, że oczy świata chwilowo są przymknięte na relacje pomiędzy Iranem a Izraelem. I choć ostateczna decyzja nie została podjęta, pojawiły się spekulacje, sugerujące o uderzeniu Izraela na Iran jeszcze przed prezydenckimi wyborami w USA w listopadzie. Retoryka bezpośredniego ataku na Iran przez izraelskie siły wywołuje w ciągu ostatnich tygodni dreszcze na rynkach finansowych. Niejasność obejmuje nie tylko miejsce i czas ewentualnego uderzenia, ale również perspektywę ataku bez pełnego poparcia Stanów Zjednoczonych. Tekst autorstwa Jessiki Wolskiej.
REKLAMA
Chociaż Iran twierdzi, że jego program nuklearny ma charakter czysto pokojowy, Izrael wciąż postrzega to jako istotne zagrożenie dla państwa żydowskiego. Mogło by się jednak wydawać, iż gdyby problem był realny, Stany Zjednoczone ze swoim silnym poczuciem posłannictwa i szerzenia pokoju, stanęłyby murem za izraelską władzą. Dlaczego więc Izrael ma taki problem w wyegzekwowaniu amerykańskiej deklaracji względem Iranu? W listopadzie 2011 r. nastąpił wzrost obaw o jednostronną akcję prewencyjną sił Izraela wobec irańskich instalacji nuklearnych. Aby ostudzić te zamiary, mocarstwa zachodnie nałożyły zaostrzony pakiet gospodarczych sankcji na Iran. Tym razem ciężko będzie odwieść Izrael od pomysłu postawienia wszystkiego na jedną kartę. Według ich władz, sankcje nie spełniają swojej funkcji i jedynie siła wojskowa jest w stanie pokonać zapędy Iranu. Jednak czy linia ognia, którą kreuje Izrael nie przechyli szali, dostatecznie już zaognionej sytuacji na Bliskim Wschodzie? Jerozolima stosuje koronny argument w postaci doktryny Begina. Nie chcąc dopuścić do powtórki z Holokaustu, dopuszcza prewencyjny atak na wrogów państwa żydowskiego, mogących wejść w posiadanie broni masowego rażenia. Ten argument sprawdził się w 1981 r. w Iraku i w 2007 r. w Syrii, więc czemu tym razem miałoby byś inaczej? Zapewne dlatego, że patrząc przez pryzmat ostatnich kilkunastu miesięcy to działania Izraela są nacechowane agresją i chęcią anihilacji. W ostatnich tygodniach amerykańscy urzędnicy coraz częściej wyrażają oburzenie względem bezczelności izraelskiego przywództwa, nalegającego na władze amerykańskie o dokonanie reelekcji oferty, co do zniszczenia potencjału nuklearnego Iranu. Istnieje też szansa, że motywem przewodnim działań Jerozolimy jest gra na czas. Nie głosili oni nigdy, że posiadają siły powietrzne zdolne zniszczyć odległe, liczne i dobrze ufortyfikowane instalacje irańskie. Za cel stawiane jest również samo opóźnienie nuklearnych działań Iranu, co według niektórych zachwieje stabilnością samej władzy w Teheranie. W lipcu zeszłego roku, został zabity Darioush Rezaie – irański przedstawiciel świata fizyki jądrowej, o co Teheran oskarżył Izrael.
Od tego czasu podobnych zdarzeń było kilkanaście. Z kolei w tym tygodniu anonimowe briefingi jakoby Izrael przymierzał się do „bezprecedensowych cyber ataków” , które de facto stosuje od kilku miesięcy. Programiści z Agencji Bezpieczeństwa Narodowego oraz przedstawiciele struktur wojskowych stworzyli serie robaków, mających atakować komputery kontrolujące pracą reaktora jądrowego w Natanz. Za każdym razem stosowano inne programy, tak aby w ostatecznym rozrachunku były one niewidoczne dla przeciwnika. Bynajmniej nie są to działania nowe. Już w lecie 2010 r. wystąpił błąd programowania, ujawniający do opinii publicznej izraelską cyber wojnę.
Nieodpowiedzialna polityka Izraela względem Iranu, może przynieść dużo bardziej opłakane skutki. Stany Zjednoczone, które wielokrotnie głosiły możliwość podjęcia zbrojnej interwencji, nie wydają się być na chwilę obecną zainteresowane tego typu konfrontacją. Za przykład może posłużyć wypowiedzieć amerykańskiego ministra obrony – Leona Panetty, który skrytykował podstawy militarnego uderzenia w instalacje Iranu i wzywając Izrael do poprawy stosunków z państwami bliskowschodnimi, tak aby zapobiec ich dalszej izolacji.
Jessica Wolska
