
Młoda kobieta, która zginęła od postrzału podczas demonstracji w Teheranie, stała się ikoną irańskiej zielonej rewolucji z 2009 roku. Problem w tym, że to nie jej zdjęcie trafiło do mediów. "Pomyłka zniszczyła moje życie" – wyznała BBC Neda Soltani.
REKLAMA
Po wyborach prezydenckich w 2009 roku na ulice Teheranu wychodziły miliony ludzi. Zwolennicy opozycyjnego kandydata Mir-Hosejna Musawiego protestowali przeciw – ich zdaniem – sfałszowanemu głosowaniu, w którym na kolejną kadencję został wybrany Mahmud Ahmadineżad. Podczas demonstracji policja niejednokrotnie otwierała do maszerujących ogień. 20 czerwca w jednej z takich strzelanin zginęła młoda Iranka, Neda Agha-Soltan. Inni protestujący uwiecznili jej śmierć przy pomocy komórki, a filmik niebawem pojawił się w sieci.
Wiadomość o Nedzie rozchodziła się dzięki portalom społecznościowym. Sprawę szybko podchwyciły media, które nie tylko publikowały materiał filmowy, ale także zdjęcia Iranki. Dziś jednak okazuje się, że w gorączce relacjonowania protestów dziennikarze popełnili ogromny błąd. Zdjęcie, którym ilustrowano materiały, nie było bowiem fotografią zmarłej kobiety, tylko Nedy Soltani, młodej wykładowczyni anglistyki na uniwersytecie w Teheranie. Zbieżność nazwisk stała się przyczyną dramatu, który Iranka opisała w rozmowie z BBC. " Pomyłka mediów zniszczyła mi życie" – powiedziała.
"21 czerwca po tym, jak przyszłam rano do biura, otworzyłam skrzynkę e-mailową. Zobaczyłam 67 wiadomości - nowych zaproszeń do znajomych na Facebooku. W ciągu godziny było ich 300" – opowiedziała Iranka. W rozmowie z BBC dodała, że nie wiedziała jeszcze wtedy, że jej zdjęcie pojawiło się w telewizjach na całym świecie i trafiło do internetu.
Neda Soltani dowiedziała się o tym po pracy. Dzwonili do niej studenci, rodzina, przyjaciele. Wszyscy twierdzili, że widzieli ją w CNN i irańskich stacjach. Jej fotografia ilustrowała wszystkie materiały o zastrzelonej Nedzie Agha-Soltan. Anglistka opowiada jak próbowała odkręcić historię, wysyłając do znajomych na Facebooku i nieznajomych, którzy wysyłali jej e-maile, wiadomość wyjaśniającą sytuację. Wiadomości przesłała też do dziennikarzy. Jak przyznaje w rozmowie z BBC, ci ostatni zignorowali ją.
Tymczasem do Nedy wciąż pisali i dzwonili kolejni ludzie, często grożąc jej i rzucając pod jej adresem wyzwiska. Co ciekawe, także od zwolenników zielonego ruchu. "Oskarżano mnie o bycie szpiegiem reżimu podszywającym się pod zamordowaną" – mówiła. Dodała, że wkrótce w jej domu pojawili się ludzie z ministerstwa ds. wywiadu. Ci domagali się od niej, by podpisała deklarację, że śmierć młodej kobiety podczas demonstracji była mistyfikacją, spiskiem UE i USA. Neda zwierzyła się BBC, że grożono jej śmiercią za "zdradę Iranu".
W ciągu niecałych dwóch tygodni Neda straciła wielu znajomych, którzy ze strachu zerwali z nią kontakty, a także chłopaka, który również obawiał się o swoje życie. "Gdy przyszli po mnie ostatni raz, nie pozwolili niczego wziąć i nikogo zawiadamiać. Aresztowali mnie i oskarżyli o zdradę i szpiegostwo" – powiedziała Neda.
Ci przyjaciele, którzy przy niej zostali, pomogli jej zebrać pieniądze i uciec z kraju. Neda uciekała przez Turcję i Grecję, a gdy poprosiła o azyl polityczny, trafiła do niemieckiego obozu dla uchodźców.
Jak przyznaje Neda Soltani, choć ma nadzieję, że z czasem jej życie odmieni się na lepsze, pretensje do mediów pozostaną. "Używali mojej fotografii, choć wiedzieli że to nie ja zginęłam. Świadomie narazili mnie na niebezpieczeństwo" – powiedziała BBC Iranka.
Anna Wittenberg
