Palestyna została nieczłonkowskim państwem obserwatorem w ONZ. Zgromadzenie Ogólne w głosowaniu zdecydowanie poparło zmianę statusu Palestyny. Niestety, to głównie sukces wizerunkowy - a doraźnie sytuację Palestyńczyków może nawet pogorszyć.

REKLAMA
Palestyna stała się "nieczłonkowskim państwem obserwatorem". W długim przemówieniu apelował o to na forum ONZ prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas. Zaraz potem odpowiedział na to ambasador Izraela przy ONZ Ron Proser, który stwierdził, że "droga do pokoju wiedzie przez porozumienie, a nie ONZ". W efekcie jednak wygrała Palestyna, za którą głosowało 138 państw. Przeciwnych było 9 (USA, Izrael, Kanada, Czechy, Panama, Palau, Nauru, Mikronezja, Wyspy Marshalla), a wstrzymało się od głosu aż 41 - w tym Polska.
Ambasador USA przy ONZ Susan Rice określiła głosowanie jako "niefortunne" i "bezproduktywne". - To głosowanie tylko stawia kolejne przeszkody na drodze do pokoju. Dlatego USA zagłosowało przeciwko - stwierdziła Rice.
To nie przeszkodziło jednak Palestynie w odniesieniu historycznego sukcesu. Historycznego, bo równo 65 lat temu również odbyło się głosowanie nad sprawą Palestyny. Wówczas decydowano o podziale Mandatu Palestyny na państwa żydowskie i arabskie. Dzisiejszy dzień ma więc wymiar, przede wszystkim, symboliczny, ale trudno spodziewać się, by sytuacja w Strefie Gazy miała szybko ulec poprawie.
Nie da się bowiem ukryć, że ambasador Izraela strzelił celnie - faktycznie droga do pokoju wiedzie przez porozumienie, a nie ONZ. Dzisiaj widać to najlepiej - przez 65 lat Organizacja Narodów Zjednoczonych nie była w stanie chociaż zbliżyć się do rozwiązania konfliktu między Palestyną i Izraelem. Wątpliwe, by dzisiejsza wygrana w głosowaniu miała realnie to zmienić.