
Nieznane kusi. Z tym hasłem startuję w nową przygodę regularnego, w miarę, komunikowania radości życia artysty i bolączek egzystencji fotografa, lub odwrotnie. Słowa wspierać będę obficie fotografią, to medium jest mi wciąż najbliższe, i proszę się nie dziwić, kiedy pojawi się obrazek lub seria bez jednego choćby dopisku, niekiedy brak słów daje do myślenia, więcej. Zresztą jestem jak małe dziecko, dla którego komunikaty obrazkowe są językiem podstawowym. Witajcie na pokładzie, odpływamy.
REKLAMA
Maj 1979. Od roku mieszkam w Warszawie. Snuję się po mieście, oswajam się z nową skalą, anonimowością, większą swobodą zachowań Warszawiaków. Wynajmuję pokój na granicy Śródmieścia, Mokotowa i Ochoty, dziesięć minut piechotą od Dworca Centralnego i jedynego w tym rejonie nowoczesnego biurowca, który na tle otoczenia wyróżnia się wysoką, smukłą sylwetką i czystą biało-niebieską grafiką elewacji. Jest drugim po Pałacu Kultury punktem orientacyjnym w centralnej części miasta, lecz estetycznie to pierwsza budowla z zupełnie innego świata, zapowiada nową epokę w rodzimej architekturze biurowców wielkich miast.
Uznałem, że warto zanotować ten moment w historii zmieniającego się wyglądu Warszawy, a niebieski wieżowiec uczynić stałym, centralnym elementem dokumentacji. Przez miesiąc fotografowałem widoki miasta z różnych miejsc moich wędrówek pożyczonym małoobrazkowym Pentaxem. Zdjęcie robiłem tylko wówczas, kiedy zza innych budynków wyglądał mój wieżowiec. Któregoś dnia aparat musiałem oddać, a cały materiał trafił do szuflady.
Jest 2012 rok, minęły 33 lata od tamtego maja. Biorę wglądówki zdjęć sprzed lat, odnajduję te same miejsca i ponownie fotografuję te same widoki, w zbliżonych kadrach. I wtedy i teraz interesował mnie wyłącznie kształt miasta, z założenia ignorowałem przechodniów, rejestrowali się automatycznie, przypadkowo, niekiedy nie pojawiali się w planie w ogóle... Już ani słowa więcej, teraz są zdjęcia do czytania.
