Wgapiam się w ekran już piątą godzinę. Śmieć, wywalam, śmieć, wywalam, wywalam, wywalam...

REKLAMA
Co któryś chciałbym jednak zostawić i mieć, mimo, że śmieć, może warto go mieć, ale nie, to przecież śmieć, z pewnością bezwartościowy, jak te wszystkie przed nim, kolejny gówniany kolorowy obrazek, którymi przepełniona jest sieć, leć sobie w niebyt, leć, boś śmieć. Od dziś zostawiam same okazy, nieliczne, najcenniejsze, tylko takie, co to każdy chciałby je mieć, mieć, mieć... ukryte raz na zawsze w czeluści dysku, który za kilka lat, zastąpiony przez kolejne cudowne wynalazki z nowymi parametrami, kabelkami i wtyczkami, gdy się przypadkiem uchowa i trafię na niego niechcący, aż boję się pomyśleć, co wtedy powiem, niestety powiem śmieć. Cały ten śmietnik przez dwa marne słowa: chcieć i mieć. Bo tak to już jest, że żeby mieć, wpierw trzeba chcieć. Czas najwyższy odwrócić tę myśl: trzeba chcieć, żeby niemieć. Duże wyzwanie, muszę dokonać ostrych cięć, by niemieć milionów zbędnych zdjęć. Dość tego ć. Dzisiaj nie będzie zdjęć.