O czym Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi (AGRI) Parlamentu Europejskiego mogłaby teraz rozmawiać z komisarką KE ds. zdrowia? Oczywiście o COVID-19.

REKLAMA
I to bardzo konkretnie - o tym, że produkcja i konsumpcja produktów pochodzenia zwierzęcego, że eksploatowanie przez człowieka zwierząt rodzi dla nas określone, poważne ryzyka zdrowotne. I że może to powinno nas przekonać - jeśli nie przekonują nas argumenty etyczne, do odejścia od utartych nawyków i tzw. „tradycji” jedzenia zwierząt. Bo świat od wielu miesięcy zmaga się z bezprecedensową pandemią COVID-19, która jest wyjątkowo agresywną chorobą pochodzenia zwierzęcego.
Eksperci i ekspertki z ONZ oraz Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności zgodnie twierdzą, że kontakt ze zwierzętami, a w szczególności spożywanie produktów pochodzenia zwierzęcego stanowi źródło rozwoju chorób odzwierzęcych, takich jak COVID-19. Warunki panujące na mokrych targach w istocie niewiele różnią się od rzeczywistości hodowli przemysłowych. Do rozwoju zoonoz przyczynia się nie tylko funkcjonowanie tzw. mokrych targów, ale również hodowle przemysłowe, w których panuje ścisk oraz niekorzystne dla zwierząt, za to korzystne dla rozwoju patogenów, warunki sanitarne.
COVID-19 nie jest pierwszą chorobą odzwierzęcą, zagrażającą zdrowiu i życiu ludzi, w tym obywateli i obywatelek UE. Wystarczy przypomnieć ptasią grypę, świńską grypę, chorobę szalonych krów, ebolę, MERS czy SARS. Wszystkie spośród wymienionych wyżej chorób łączy wspólny mianownik: transmisja tych niezwykle groźnych dla ludzi patogenów wywołujących je nastąpiła w wyniku kontaktu człowieka ze zwierzętami, będącymi nosicielami tych chorób, w tym zwierzętami sprzedawanymi na ulicznych targach.
Mimo tej wiedzy, hodowle przemysłowe nie są bynajmniej wygaszane – wręcz przeciwnie, ich liczba wzrasta; dodatkowo mamy do czynienia z utratą siedlisk i bioróżnorodności, co sprawia, że wzrasta liczba gatunków zdolnych do bycia „gospodarzami” dla patogenów, co może zwiększać liczbę infekcji u ludzi.
Pandemia, z którą mamy obecnie do czynienia, może być jedynie początkiem problemu masowych pandemii, jeśli nie zareagujemy niezwłocznie – przede wszystkim kończąc epokę mokrych targów oraz hodowli przemysłowych. Niestety, w swojej kwietniowej rezolucji dot. COVID-19 i jego konsekwencji Parlament Europejski nie zająknął się na temat tych kwestii. Co więcej, większość posłów i posłanek PE zagłosowała przeciwko poprawce do projektu rezolucji, która podkreślała ryzyka, jakie niesie dla zdrowia ludzi spożywanie dzikich zwierząt. Przeciwko tej poprawce silnie lobbowały zresztą organizacje myśliwych.
Czy podczas zeszłotygodniowej dyskusji AGRI z komisarką skupiono się na problemie produkcji i konsumpcji zwierząt i produktów pochodzenia zwierzęcego? Niestety – eurodeputowani i eurodeputowane podnoszący ten problem byli w mniejszości.