
W trwającej wciąż walce o równouprawnienie kobiet i mężczyzn istnieje grupa będąca o kilka kroków wstecz względem kobiet będących na i tak gorszej pozycji – to kobiety mieszkające na wsi. Mieszkanki terenów wiejskich często bowiem doświadczają wykluczenia nie tylko ze względu na płeć, ale także z powodu zamieszkiwania na wsi.
REKLAMA
Kobiety mieszkające na wsi nie dość, że zmagają się z całym spektrum form dyskryminacji w różnych obszarach życia, doświadczanej w ogóle przez kobiety, to dodatkowo pozbawione są często skutecznych możliwości walki z dyskryminacją. Oczywistym przykładem jest udział kobiet w życiu publicznym i gorszy dostęp – od tego, który mają kobiety żyjące w miastach – do stanowisk publicznych. Wynika to z utrudnień komunikacyjnych, niewystarczającego dostępu kobiet do infrastruktury społecznej, istniejących barier w dostępie do edukacji. Ale czy można oczekiwać od kobiet żyjących na wsi tego rodzaju aspiracji dotyczących realizowania się w polityce, jeśli często okazuje się, że nawet podjęcie pracy zarobkowej jest dla nich wymagające i zwyczajnie nieopłacalne, biorąc pod uwagę dodatkowe koszty dojazdów?
Zdecydowanie gorsza od sytuacji kobiet miejskich jest także sytuacja kobiet wiejskich w dostępie do opieki ginekologicznej i okołoporodowej. Z opublikowanego w 2018 r. raportu NIK o obrazowej nazwie „Wiejska droga do ginekologa” wynika, że w wielu gminach wiejskich nie ma ani jednego gabinetu ginekologicznego, a więc gabinetu lekarza kluczowego przecież dla zachowania zdrowia kobiety. Mieszkanki wsi borykają się niekiedy z nawet 50-kilometrową odległością najbliższego gabinetu ginekologicznego. Kontrola NIK wykazała także gorszą jakość opieki – nie zlecano pacjentkom ze wsi wykonywania wszystkich niezbędnych badań, nie dbano o zapewnienie im poczucia intymności w trakcie wizyty. Nie trzeba mówić, że ta sytuacja wpływa także na dostęp kobiet wiejskich do świadczeń zdrowia reprodukcyjnego, takich jak antykoncepcja i przerywanie ciąży.
Z drugiej strony problemem jest wciąż niewystarczająca liczba żłobków. Szacuje się, że ok. 70% gmin w Polsce nie ma ani jednego żłobka, a wieś w tej kwestii, niestety, przoduje. Dostęp do żłobków to możliwość godzenia ról rodzinnych i zawodowych, szczególnie że najczęściej to nadal kobiety obarczane są odpowiedzialnością za prowadzenie domu i wychowanie dzieci. Tworzenie sieci żłobków to też tworzenie kolejnych miejsc pracy. Tymczasem na wsi jedynie połowa trzylatków korzysta z przedszkola, a jedynie co 10 dziecko do 3. roku życia ma zapewnione miejsce w żłobku.
Te sprawy to jedynie syntetycznie opisane przykłady na gorszą sytuację kobiet żyjących na wsi. Z oczywistych przyczyn nie piszę tu o problemie przemocy w rodzinie, wymaga on bowiem szerszego, odrębnego tekstu. Ale te sprawy to także efekt wieloletnich zaniedbań, a do wyrównania praw kobiet z miast i tych ze wsi jeszcze, niestety, długa droga.
