"Polsko, twa zguba w Rzymie" to nie tylko poetycka wizja Wieszcza, ale i realne zagrożenie jakie w wizycie Donalda Tuska na świętej, watykańskiej ziemi dostrzegł Prezes Kaczyński. I nie wytrzymał. Zanim szef polskiego rządu przekroczył Spiżową Bramę Jarosław Kaczyński ujawnił, że to największy wróg już nie tylko polskiego Kościoła ale i całego chrześcijaństwa.
REKLAMA
O ile o tym pierwszym mówią niczym nakręceni wierni akolici Prezesa, korzystając z łamów i eteru kościelnych - a więc w ich głębokim przekonaniu - również prześladowanych mediów, o tyle druga myśl jest całkiem nowa. Czy jednak Jarosław Kaczyński otrzyma od Franciszka niczym Henryk XVIII tytuł fidei defensor? Wątpię. Zresztą nie tylko dlatego, że dziś papieże na układy z władzą świecką raczej nie idą.
Inna sprawa, że Prezes lubi podpowiadać i opowiadać co zrobić, żeby było dobrze. Niestety, nie zawsze mu wierzą. Jego dobrych rad w 2006 r. miał okazję wysłuchać papież Benedykt XVI, który właśnie z ust ówczesnego Premiera Polski dowiedział się, że lepiej zostawić urząd Prymasa Polski w Warszawie, a nie w Gnieźnie. Kaczyński czuł pismo nosem, bo szybko okazało się, że Watykan nie posłuchał i zanim Premier się obejrzał Prymasami zostali abp Muszyński i abp Kowalczyk, obaj jakoś mało zainteresowani tym co szef PiS-u ma do podpowiedzenia, zwłaszcza Kościołowi.
Inna sprawa, że z Warszawą byłoby jeszcze gorzej. Biskup Warszawy, Kardynał Nycz, uznawany jest za biskupa wyjątkowo opornego na głos z Nowogrodzkiej. Na dodatek i ostatnie nominacje, w tym ta sobotnia, prymasowska, pokazują, że kiedy chodzi o sprawy kościelne Watykan, a za nim coraz więcej biskupów w Polsce swoje, a PiS swoje. Aż trudno sobie wyobrazić co by się działo, gdyby na mapie polskiego Kościoła zabrakło Torunia czy Jasnej Góry....
Ale wróćmy do tego co musi się stać kiedy jakaś kampania wyborcza zbliża się do końca. Nadmiernie obciążony obowiązkami premier Kaczyński zwykle na finiszu kolejnych kampanii opowiada Polsce co mu naprawdę w duszy gra. Tym razem zabrał się za ratowanie chrześcijaństwa. A dokładnie ratowaniem go przed Donaldem Tuskiem.
Jakieś argumenty lub fakty? Wolne żarty. Wystarczy przecież w zaprzyjaźnionym piśmie, do mikrofonu heroicznie trzymanego przez braci, wycedzić samo oskarżenie.
Czołówki portali i ilość cytowań gwarantowana.
Czołówki portali i ilość cytowań gwarantowana.
