
Nigdy nie przepadałem za tym dniem. 1 maja był zawsze dla mnie jakimś świętem dziwnym, sztucznym, i od zawsze manipulowanym. A dodatkowo wyrywanym sobie żeby udowodnić, że bardziej jest „nasz” niż „ich”. Mam wrażenie, że nawet Kościół nie chciał odpuścić takiej okazji jak „dzień pracy” i wrzucił rozpaczliwie do kalendarza w tym dniu wspomnienie św. Józefa Robotnika, choć patrząc na historię jego życia wedle dzisiejszych relacji bardziej chyba był rzemieślnikiem i raczej małym przedsiębiorca niż najemnym pracownikiem. No, ale nie o to tu chodzi, bo takie były czasy, że ze św. Józefa zrobili robotnika i wrzucili między to całe ideologiczne gadanie o prawach, racjach, trudzie, znoju i czego tam jeszcze lud pracujący nie potrzebuje.
Właśnie jestem teraz w takim kraju, gdzie na to święto maluje się trawniki i krawężniki, żeby było ładniej oraz sprząta dokładnie ulice, po których przejdą tłumy. Tu, w Rosji, są jeszcze spore odziały tych, którzy w idee proletariackie wierzą i dlatego pomaszerują dalej w pochodach i pod czerwonymi sztandarami. Mnie jednak zaprosiła do siebie mała wspólnota katolicka z północnej Syberii. Oni w tym dniu będą świętować rocznice beatyfikacji swojego patrona.
1 maja będzie jednak Dniem Jana Pawła II! Jak znam tych ludzi, będzie i pobożnie i wesoło.
