O autorze
Kiedy jestem gdzieś za granicą zwiedzanie zacyznam od miejscowych
świątyń i miejsc władzy. Przyjrzenie się kondycji (a czasem głownie
tradycji) duchowej i świeckiej ułatwia zrozumienie ludzi, którzy w
danym kraju żyją. Dlatego od prawie ćwierć wieku zajmując sie mediami
po jednej (redaktorskiej) jak i drugiej(managerskiej) stronie. tematem
moich zainteresowań jest Kościół i jego miejsce w zyciu publicznym, co
stawia mnie właściwie na przegranej, gdyz akurat na Kościele (podobnie
jak i na polityce) w Polsce znaja się wszyscy.
Staram się popatrzeć na to co ciekawe, waże i potrzebne zarówno jako
osoba będąca w środku wspólnoty i instytucji, jak i ktoś potrafiący
czasem wyjasnić i wytłumaczyć dlaczego na Kościele nie powinniśmy
stawiać, nomen omen, przysłowiowego krzyżyka.

Zmarnowana szansa, czyli dlaczego nie lubię 1 maja

Nigdy nie przepadałem za tym dniem. 1 maja był zawsze dla mnie jakimś świętem dziwnym, sztucznym, i od zawsze manipulowanym. A dodatkowo wyrywanym sobie żeby udowodnić, że bardziej jest „nasz” niż „ich”. Mam wrażenie, że nawet Kościół nie chciał odpuścić takiej okazji jak „dzień pracy” i wrzucił rozpaczliwie do kalendarza w tym dniu wspomnienie św. Józefa Robotnika, choć patrząc na historię jego życia wedle dzisiejszych relacji bardziej chyba był rzemieślnikiem i raczej małym przedsiębiorca niż najemnym pracownikiem. No, ale nie o to tu chodzi, bo takie były czasy, że ze św. Józefa zrobili robotnika i wrzucili między to całe ideologiczne gadanie o prawach, racjach, trudzie, znoju i czego tam jeszcze lud pracujący nie potrzebuje.


Dlatego nawet się cieszyłem, że z czasem erozja święta pracy następuje jeszcze bardziej, a na pochodach pojawiają się jakieś leśne dziadki o dziwnej przeszłości, towarzysze i aktyw. W tym roku ponoć dla urozmaicenia dojdzie jeszcze jakiś magik. I tak, jestem przekonany, że czerwony sztandar - choćby nie wiem kto co robił i mówił - z roku na rok będzie coraz bardziej wyprany i wyblakły. Zostanie grill, kiełbaski, parę śmiesznych manifestacji i gęgających populistów.


Od dawna uważam, że 1 maja jako dzień wolny od pracy powinien zostać zniesiony, nikt by przecież na tym za bardzo nie stracił. Oczywiście, zdaje sobie sprawę, że na realizacje takiego postulatu szans nie mam żadnych. Jedni sprzeciwią się w imię resztek ideologicznej ortodoksji i będą tego bronić choćby dla ratowania resztek lewicowości w wymiarze życia publicznego, inni każą mi się stuknąć w głowę i wyjada na długi weekend. Dlatego przed rokiem pomyślałem, że skoro nie można 1 maja zlikwidować, to trzeba go po prostu zamienić na coś bardziej pożytecznego.


Ponieważ w tym dniu miała odbyć się beatyfikacja Jana Pawła II a Watykan przy takiej okazji ustanawia dzień liturgicznego wspomnienia zacząłem prywatny i na mała skalę lobbing, żeby to właśnie 1 maja został dniem Jana Pawła II w Polsce. Wiadomo było bowiem, że dzień ten nie zostanie wyznaczony w dniu śmierci, gdyż bardzo często „zderzałby się” z Wielkanocą lub poprzedzającym te święta Wielkim Tygodniem. Z innych dat wchodził w grę właściwie jedynie 22 październik, dzień inauguracji pontyfikatu. Argumentowałem, że 1 maja jest nie tylko dniem wolny od pracy, ale zwykle towarzyszy mu dobra pogoda, co może skłonić wielu do wzięcia udziału w jakiejś pielgrzymce czy generalnie uczczeniu papieża bardziej aktywna formą swojej pobożności. I tu usłyszałem od jednego z tzw. wpływowych księży pracujących w krakowskiej kurii: długi weekend, zwykle jest już ciepło, ludzie wyjadą na zielona trawkę i kto przyjdzie na msze? W kościołach tłumów nie będzie i blamaż pewny! No tak, czego jak czego, ale blamażu obawiamy się zwykle najbardziej. Moje argumenty nie trafiły gdzie, a raczej do kogo trzeba. Jana Pawła wspominamy w październiku, a 1 maja oddając się na ogół lenistwu lub wyjazdom i podtrzymujemy fikcje, że to „Święto Pracy”.


Właśnie jestem teraz w takim kraju, gdzie na to święto maluje się trawniki i krawężniki, żeby było ładniej oraz sprząta dokładnie ulice, po których przejdą tłumy. Tu, w Rosji, są jeszcze spore odziały tych, którzy w idee proletariackie wierzą i dlatego pomaszerują dalej w pochodach i pod czerwonymi sztandarami. Mnie jednak zaprosiła do siebie mała wspólnota katolicka z północnej Syberii. Oni w tym dniu będą świętować rocznice beatyfikacji swojego patrona.


1 maja będzie jednak Dniem Jana Pawła II! Jak znam tych ludzi, będzie i pobożnie i wesoło.