Sobotnia manifestacja „w obronie wolnych mediów” i „mediów katolickich” przypominała nieco obrazek z innej epoki. Transparenty, portrety Jana Pawła II i Ks. Popiełuszki, znane z lat 80-tych hasła o tym, że telewizja kłamie a niezależne media są kneblowane przez władze jak nic przenosiły nas w inna epokę.
REKLAMA
I tylko ta kolorowa, mimo niesprzyjającej aury, Warszawa z migającymi wystawami, odnowionymi elewacjami budynków i ludźmi spędzającymi sobotę na spacerze w okolicach Krakowskiego Przedmieścia jakoś nie pasowały do całości. Wprawdzie nie jest to skala protestów ulicznych jak przy ACTA, ale każdy autentyczny ruch społecznego sprzeciwu, musi budzić szacunek i stawiać pytania, co zmusiło tych ludzi do wyjścia na ulice. No i tu mam kłopot. Z jednego z transparentów dowiedziałem się kto maszeruje w tym pochodzie, co więcej dowiedziałem się, że nie chodzi o jedna czy druga decyzje jakiegoś urzędu czy rady. Dowiedziałem się, że kroczy nowa siła, a rząd Tuska obalą „katole”, tak jak mieli to zrobić już jakiś czas temu kibole. Jak wiadomo, z planów rekonkwisty kiboli (zresztą, warto przypomnieć, że ich spontaniczna podróż po Polsce została sfinansowana za pieniądze jednej z fundacji związanych z opozycyjną partią) za dużo nie wyszło. Kibole ze swoją nienawiścią i chamstwem pozostają na szczęście marginesem życia publicznego, a jeśli jeszcze trafiają na czołówki gazet to zwykle przy okazji tak niechlubnych zdarzeń jak pobicie młodych piłkarzy z konkurencyjnej drużyny. Dziś nikt już nie broni Starucha i jego drużyny, a ci, którzy tak czynili pewnie chcieliby ten epizod wykreślić z życiorysu. Jednak zanim po rozum do głowy poszli politycy, to zwykli ludzie potrafili pierwsi dostrzec różnicę między kibicem a kibolem.
Przypominam tę historię, bo wydaje mi się, że spora część wierzących katolików podobne popatrzy na „katoli”. Oczywiście katolicy maja prawo mieć swoje zdanie w sprawie polityki, co więcej maja prawo „obalać” kartką do głosowania takie czy inne rządy. Zrobili tak ostatnio w przypadku rządów AWS, SLD czy Pis-u, mogą podobną demokratyczną procedurą odwołać i rząd Platformy. Szczerze mówiąc to żal mi było tych ludzi tak ochotnie podkreślającego przynależność do nowej subkultury. Przekaz był jeden i czytelny: w manifestacji „katoli” nie chodzi o czekanie na demokrację i stosowanie demokracji w praktyce. Nie chodzi także o identyfikacje religijną (dlatego tak denerwuje mnie zawłaszczanie porterów papieża czy Ks. Jerzego). Inicjatorom tych haseł chodzi o rewoltę, o zwykłą rebelię. Polityczni katole nie chcą czekać na kolejne wybory. Chcą mieć Polskę urządzoną według swoich przepisów już, tu i teraz! Tak jak kiboli na stadionach nie interesują regulaminy czy choćby zasady zwykłej kultury, tak katoli nie interesuje jakikolwiek dialog. Oni wiedzą lepiej co Polsce i Polakom się należy, i co - o czym są święcie przekonani - osiągną „z Bogiem, albo mimo Boga”. Bo też i wspólnota wiary katoli jest niezwykła. Jeden z moich znajomych zauważył ironicznie jak pięknie na tle tego pobożnego tłumu wyglądali politycy i publicyści deklarujący bezwarunkowe poparcie dla każdego z głoszonych haseł, choć sami religijnej retoryki używają głownie po to, żeby przeciwnikowi dać po głowie izolując skutecznie swoje prywatne życie od moralnych wskazań czy zasad. No tak, ale przecież i wśród kiboli nie chodzi o sport, podobnie jak katolom o wiarę czy Pana Boga.
I w takich chwilach dobrze poczuć się zwykłym katolikiem.
