Wszyscy ci, którzy sądzą, że kto jak kto ale biskup niczym nie może zaskoczyć po dzisiejszym wywiadzie bp Rysia dla „Wyborczej” będą zdziwieni. Po raz pierwszy przedstawiciel hierarchii otwarcie stawia sprawę ewentualnego poparcia przez katolickich parlamentarzystów ustawy in vitro. Zamiast gróźb i wizji piekielnych czeluści jest przypomnienie jednoznacznego stanowiska Kościoła i racjonalna ocena aktualnej sytuacji w tym względzie w polskim prawie.
REKLAMA
Rozmówce „Wyborczej” znam doskonale od ponad ćwierćwiecza, ponieważ razem studiowaliśmy w krakowskim seminarium a dodatkowo łączyła nas pasja do historii Kościoła i jedno seminarium naukowe u ks. prof. Kracika, na którym nie było ani tematów tabu ani spraw, które Mistrz kwitował słowami „nie ma o czym dyskutować”. Pamiętam też, że nasz profesor lubił zestawiać różne wydarzenia z tej dalszej lub bliższej historii Kościoła z tym co się działo wówczas w świecie a nawet siermiężnej Polsce lat 80-tych. Przestrzegał, między innymi, przed hurra optymizmem i przywiązywaniem się za bardzo do stanu, gdzie Kościół jest jedynym miejscem zdolnym połączyć wszystkich.
Kiedy rok temu sakrę biskupia dostał jego uczeń, ówczesny rektor seminarium duchownego pod Wawelem, ks. Grzegorz Ryś ucieszyłem się nie tylko zwyczajnie po ludzku. Spodziewałem się, że z jego ust nie raz usłyszymy tony, które w polskim Kościele brzmią bardzo cicho lub często giną w tumulcie pseudoteologicznych argumentów „prawdziwych katolickich publicystów”. Dla nich, zwłaszcza końcowa część wywiadu bp Grzegorza Rysia będzie pewnym zaskoczeniem, a nawet szokiem. Biskup pytany o kwestie uchwalania np ustawy dopuszczającej in vitro pisze wprost i jasno: "Z punktu widzenia chrześcijańskiego zamrażanie zarodków i późniejsze ich eliminowanie jest niczym innym jak aborcją. W Polsce w chwili obecnej panuje absolutna dowolność w tej dziedzinie. Jest więc moralnie dopuszczalne dla katolika poparcie także i takiego projektu, który w poważnym stopniu ogranicza niegodziwe i szkodliwe procedury. Nie głosuje w takim przypadku za dopuszczalnością in vitro, lecz za wyraźnie lepszym od obecnego stanem prawnym". Na dodatek z wywiadu można się dowiedzieć, że biskupowi bardziej podoba się „polska dzisiejsza” niż ta sprzed 1989 r., nawet jeśli wtedy Kościół był wszystkim a dziś szczypie go gdzie popadnie antyklerykalny Palikom. Wolność i demokracja ma swoje blaski i cienie, ale to te wartości są biskupowi z Krakowa bliższe niż ciągłe doszukiwanie się przejawów prześladowania Kościoła.
Osobiście cieszę się, że wreszcie śród hierarchów ktoś ma odwagę powiedzieć to co często mówi się półgębkiem. Każda ustawa, która poprawia stan prawny, de facto likwiduje lub znacznie ograniczą „wolna amerykankę”, która od lat panuje w Polsce w kwestii in vitro, jest lepsza i zasługuje na poparcie. To w pewnym sensie w Kościele "głos wolny i wolność katolickich posłów ubezpieczający", bo wyraźnie obdarzający parlamentarzystów zaufaniem i doceniający ich dobrą wolę w tym względzie.
Przewiduję, że słowa biskupa zostaną mocno skrytykowane przez skrajne środowiska (zresztą reprezentujące obie strony sporu), ale - żeby zacytować łacińską sentencję sapientibus sat.
