Nie cichną echa po wczorajszej debacie w Europarlamencie. Zdaje się, że wygrali go ci, którzy całkowicie świadomie zlekceważyli zarówno zastrzeżenia i krytyczne uwagi europejskich polityków reprezentujących największe rodziny polityczne, a skupili się na „cyrku” robionym na użytek własny. Czy to w odniesieniu do polskiego audytorium (ciekawe, ilu Polaków dowiedziało się wczoraj, że coś takiego jak Europarlament w ogóle istnieje?) jak i swoich małych, ale krzykliwych partyjek (niedoścignionym mistrzem w tej dyscyplinie okazali się korwinowcy - choć jest ich 4 to reprezentowali wczoraj trzy grupy). Dlatego to właśnie zarówno PiS jak i wrogowie Unii Europejskiej odnieśli wczoraj sukces, co wcale nie oznacza jednak, że ostateczny efekt decyzji Europarlamentu będzie właśnie po ich myśli.
Pyrrusowe zwycięstwo Premier Szydło
REKLAMA
Beata „pozwólcie nam rządzić” Szydło wytrzymała ciśnienie miejsca i otoczenia w jakim się znalazła i udzielając (zwłaszcza w drugiej części debaty) wymijających odpowiedzi dość sprawnie „pływała” wykorzystując jednocześnie brak znajomości faktów wśród zabierających w debacie głos parlamentarzystów, którym myliło się wszystko ze wszystkim. Dobrze, że choć w docenieniu historycznej roli jaką odegrała Polska w dziejach Europy byli zgodni. Najważniejszy błąd jaki popełniła PO – nie tylko nie przygotowała występujących w imieniu Europejskiej Partii Ludowej (EPP - grupy, do której PO należy) posłów ale nawet nie potrafiła zadbać o odpowiednią frekwencję na sali ze strony eurodeputowanych EPP (puste miejsca za plecami przemawiającego Jana Olbrychta) czy jakąś swoją reprezentację w części dla zaproszonych gości, która mogłaby choć trochę stonować entuzjazm ludzi spod znaku Gazety Polskiej przywiezionych i wprowadzonych przez PiS.
Wbrew ogłaszanemu przez PiS sukcesowi mowy pani Szydło, jej zasadnicze przemówienie uważam za słabe i wewnętrznie sprzeczne. Słuchając potoku gładkich słów zmieszanych z półprawdami i zwyczajną propagandą zastanawiałem się, kto się złapie na to zaklinanie rzeczywistości i numer, że to PiS reprezentuje najbardziej proeuropejskie środowiska, kiedy dosłownie za chwilę premier Szydło uśmiechem i oklaskami nagradzała najbardziej eurofobiczne wystąpienia jakie co chwilę rozbrzmiewały na sali w Strasburgu.
Szczególnie kompromitujący dla polskiej premier był ten fragment przemówienia, który można nazwać powrotem do "Polski w ruinie": jeszcze wczoraj ministrowie jej rządu krytykowali S&P za bezpodstawne obniżenie naszego ratingu a wczoraj sama Premier dość sztucznie i cynicznie „wypłakiwała się” prze Europą nad wielkim bezrobociem, głodującymi dziećmi czy umierającymi bez lekarstw starszymi ludźmi. Generalnie, zaklinania rzeczywistości, zwłaszcza w kontekście TK (z ewidentnym kłamstwem w opisie rzeczywistości prawnej) i mediów (okazało się, że politycy PiS zrobili to wyłącznie na życzenie samych dziennikarzy dodatkowo wzorując się na modelach zachodnich) było więcej. Do tego doszedł też polityczny faryzeizm (o propozycjach oferowanych opozycji i ręce wyciągniętej na zgodę) i górnolotnych zaklęć ("chcemy być czempionem UE"). Nie wiem kto dał się też złapać na to ciągłe odwoływanie się do woli całego narodu – osobiście wolałbym żeby Pani Premier mówiła wyłącznie w imieniu swoim i swoich wyborców i np. mnie do tej propagandy nie mieszała.
Z całej debaty płynie kilka wniosków. Najważniejsze z nich, w moim przekonaniu, sprowadzają się do stwierdzenia, że od wczoraj PiS w Europarlamencie przesunął się do grona najbardziej eurosceptycznych środowisk i żadne „zaklęcia” poprzez odwoływanie się do Solidarności i Lecha Kaczyńskiego już tu nie pomogą. Po drugie PiS czeka ostra weryfikacja wszystkich deklaracji, także tych wypowiadanych „na okrągło” i miękko. Wreszcie może i posłowie EPP (do której należy PO i PSL) nie wykazali się dociekliwością ale to właśnie od nich zależeć będą dalsze losy „debaty o Polsce”. Zaś Frans Timmermans zabierając głos na końcu udowodnił, że jest znakomicie zorientowany w polskich realiach politycznych, co dobrze rządowi pani Szydło nie wróży. Był to nie tyko najlepszy głos w czasie całej debaty ale - mówiąc wprost - to jedno wystąpienie rozwaliło misternie budowaną przez PiS konstrukcje opartą na półprawdach, kłamstwach i faktach dokonanych.
