Tak, mają racje starsi panowie dwaj, Figurski i Wojewódzki. W tym, co powiedzieli i jak się tłumaczą nie znajdziemy ani grama ksenofobii. To zwykłe chamstwo i intelektualny prymitywizm, prezentowany prze obu celebrytów niestety nie pierwszy raz.
REKLAMA
Na ogół uchodzi im to na sucho, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto Kubusia usprawiedliwi, doceniając jego błyskotliwe puenty i wybitną inteligencję. Kto pośmieje się z anegdot opowiadanych przez Figurskiego, a będąc na stadionie podda się czarowi mistrza przedmeczowej rozgrzewki. Tak przecież było kiedy zrobili sobie żarty z Alvina Gajadhura, kiedy szydzili z Lecha Kaczyńskiego, czy kiedy (a robią to regularnie) wyśmiewają polską religijność.
Oczywiście, wówczas mogli (i jak widać po linii obrony, mogą nadal) oczekiwać na wsparcie zaprzyjaźnionych autorytetów, które zatroskanym głosem zastanowią się nad kondycja polskiego społeczeństwa, którego ulubieńcy warszawskiej publiczności są przecież jedynie echem, a czasem i swoistym lustrem, w którym kołtun może się obejrzeć.
Oczywiście o tym, kto jest tym kołtunem zadecydują Figurski i Wojewódzki. Tymczasem, kiedy np. o. Rydzyk zażartuje z ciemnoskórego zakonnika, że się „nie mył”, jest rasistą godnym interwencji Komitetu Helsińskiego, ale jeśli ktoś chciałby powiedzieć panom WF parę słów do słuchu to Wojewódzki na wszelki wypadek ostrzega: „wkraczając w świat satyry z cenzorskimi zapędami, ośmieszacie się sami.”. Tak, jeśli krytykujesz Rydzyka jesteś ok., ale kiedy to samo chcesz powiedzieć Wojewódzkiemu to ośmieszasz się, bo jesteś kołtunem i cenzorem. Może dlatego milczą feministki, może dlatego dyżurne autorytety nie potrafią swoim powiedzieć „przesadziliście”.
Szkoda, że jedna głupia audycja niszczy świetną atmosferę, jaką udało się zbudować między Polakami i Ukraińcami, choćby przez wspólne kibicowanie. Nie wierzycie? To zajrzyjcie na ukraińskie portale, poczytajcie sobie wpisy naszych ukraińskich znajomych choćby na FB. To za tych „znanych polskich dziennikarzy” musieliśmy się wstydzić. I za nich przepraszać, kiedy przez parę dni nie mieli odwagi wypowiedzieć tego prostego słowa. A teraz do obu „mistrzów” wysublimowanego poczucia humoru rodem z szatni i porannego żartu mam tylko jedna prośbę – nie próbujcie do tego prostactwa, które prezentujecie dorabiać ideologii.
Czasem lepiej już nic więcej nie mówić, niż głupio się tłumaczyć.
