Jaroslaw Kaczyński pozazdrościł medialnej sławy abp. Michalikowi, jaką ten ostatni zyskał po napisaniu listu do wiernych na Wielki Post. List, sam w sobie ciekawy i głęboko duszpasterski, przebił sie do świadomości przeciętnego Polaka głównie tym, że Arcybiskup odkrył z perspektywy Przemysła "libertynów, ateistów i masonów" oraz "liberalne telewizje i takież pisma", a nawet "rządowe instytucje", które łączy jedno: atak i wrogość do Kościoła oraz negowanie wszystkiego co jest z nim związane.
REKLAMA
Podobną ścieżką poszedł Prezes. On też widzi tylko wrogów ukrytych na dodatek pod maską Gomułki. Prezes przysłowiowej Ameryki nie odkrywa, ale licytuje wysoko, czemu nie ma się co dziwić. Ale jakoś przy niedzieli (a przecież nie ma lepszego dnia na lekturę listów pasterskich) nie chce nikogo zniechęcać. "Listy" jednak czytać należy. Najwięcej mówią bowiem o samych autorach.
Kto usłyszał tylko jeden akapit z listu Arcybiskupa i zrezygnuje z zagłębienia się w inne treści m.in. te zachęcające do głębokiego i duchowego przeżywania postu oraz przeprowadzenia osobistego rachunku sumienia popełni błąd, bo pozostanie z obrazem katolickiego hierarchy żyjącego w oblężonej twierdzy.
Złośliwi komantatorzy już piszą, że przewodniczący Episkopatu Polski zachęcał do bicia się w piersi, ale niekoniecznie własne. Jak ktoś chce sprawdzić o co faktycznie chodziło abp Michalikowi z łatwością odnajdzie list na stronach jego diecezji. Niestety, obawiam się, że wizja świata jaką kreśli Arcybiskup zachęciła Jarosława Kaczyńskiego do poświecenia sytuacji Kościoła w Polsce kilku zdań. Co gorsze, obaj liderzy życia publicznego nie zauważyli, że dla większości zaczyna być ona czymś niezrozumiałym i obcym, wręcz jakimś fantasy, którego już nie tylko młodzi nawet nie chcą poznać, nie mówiąc już o zrozumieniu. I winy nie można zrzucić jedynie na nieprzychylne media czy urzędy. Co gorsza proces się pogłębia, czego przykładem jest wizja Polski jaką podzielił się z nami (a może tylko ze swoimi) Prezes.
Złośliwi komantatorzy już piszą, że przewodniczący Episkopatu Polski zachęcał do bicia się w piersi, ale niekoniecznie własne. Jak ktoś chce sprawdzić o co faktycznie chodziło abp Michalikowi z łatwością odnajdzie list na stronach jego diecezji. Niestety, obawiam się, że wizja świata jaką kreśli Arcybiskup zachęciła Jarosława Kaczyńskiego do poświecenia sytuacji Kościoła w Polsce kilku zdań. Co gorsze, obaj liderzy życia publicznego nie zauważyli, że dla większości zaczyna być ona czymś niezrozumiałym i obcym, wręcz jakimś fantasy, którego już nie tylko młodzi nawet nie chcą poznać, nie mówiąc już o zrozumieniu. I winy nie można zrzucić jedynie na nieprzychylne media czy urzędy. Co gorsza proces się pogłębia, czego przykładem jest wizja Polski jaką podzielił się z nami (a może tylko ze swoimi) Prezes.
Spcjalnie nie zaskoczyła mnie teza Jaroslawa Kaczyńskiego ujawniająca nie tylko prawdziwe oblicze Premiera Tuska, ale i główny cel jego rządów. Zdaje się, że słyszałem to juz wiele razy. No, może pewnym novum jest dodanie do celów rządów Donalda Tuska poza zniszczeniem Polski i Polaków jeszcze jednego- walki z Kościołem. Dlatego "Ataki na Kościół, biskupów i wiarę zwykłych ludzi przypominają najgorsze czasy PRL, z okresu Władysława Gomułki". To nic, że ten czarny obraz jawi się jedynie w głowie Prezesa i wąskiego grona jego wyznawców. Prezes idzie dalej i dramatycznie pyta "Czy po pół wieku od tamtego okresu znowu mamy bronić wiary przed zorganizowaną przemocą?". Sam nie czeka na odpowiedz, nie czeka nawet na niedzelną mszę w swoim parafialnym kościele, żeby sprawdzić czy prześladowani katolicy jeszcze sie pojawią. On doskonale wie, że czeka nas kulturowy koniec bo "rządy Tuska doprowadziły do bezprecedensowej kampanii przeciwko wartościom, które zawsze stały na straży polskości, pozwalały Narodowi przetrwać w najtrudniejszych czasach."
Jakieś fakty? Ależ po co, przecież list, zwłaszcza kierowany do swoich wyznawców nie jest po to, żeby przytaczać konkrety. Jest po to, żeby zdzielić przeciwnika obuchem w głowę, im mocniej tym bardziej efektownie, tym lepiej. Oskarżyć używając ulubionej przez autora refleksji i kalki z historii, w której jest miejsce dla skutecznej SB i dobrego Gierka ale też są karty hańby z okresu Gomułki. Nie wysatrczy używać epitetu "liberal", nie obroni się ateusz, najlepiej od razu: wróg Kościoła, niszczyciel tradycji naszych ojców, zorganizowana i mająca poparcie rządu przemoc.
Przy slowach Jarosława Kaczynskiego akapit z listu abp Michalika brzmi jak miły śpiew mający obudzić z zimowego snu. A Prezes doskonale wie, że to dopiero początek. Przecież już wystartowali akolici, którzy zaczną powtarzać te brednie. Już słychać oklaski dla odważnego obrońcy wartości. Już się grzeją pióra i mikrofony, Prezes w obronie Kościoła nie zostanie osamotniony. Ale na wszelki wypadek uderza w najwyższe i najświętsze tony: "nie wierzę, aby w kraju, który przygotowuje się na wielki dzień kanonizacji Jana Pawła II taka premedytacja nie została powszechnie potępiona.".
No więc stań narodzie do konkursu, kto głośniej potępi wrogów Kościoła i osobiście Tuska, kto ich wytropi w gminie, mieście, parlamencie. Prezes wie na kogo może liczyć, napisał swój list do swoich wyznawców i się nie zawiedzie!
No więc stań narodzie do konkursu, kto głośniej potępi wrogów Kościoła i osobiście Tuska, kto ich wytropi w gminie, mieście, parlamencie. Prezes wie na kogo może liczyć, napisał swój list do swoich wyznawców i się nie zawiedzie!
Ale Konkurs trwa.
