Powiedzieć, że biskupi lubią PiS i tę specyficzną atmosferę towarzyszącą każdemu spotkaniu pod tymi sztandarami to truizm. Bo też niektórzy całkowicie szczerze lubią, kiedy każda mniejsza lub większa manifestacja zaczyna się od mszy i śpiewów "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie", a słowa Bóg i Ojczyzna przeplatają się niczym bojowe okrzyki zagrzewające do walki.

REKLAMA
Mam wrażenie, że atmosfera wieców jest tak gorąca, że często przenosi się także na drugą stronę ołtarza i wtedy robi się kłopot, bo jak tu ożenić Ewangelię z doraźną walką polityczną.
Ale z drugiej strony, każdy wierzący człowiek, jeśli poważnie traktuje swoje działanie, zwłaszcza w sferze publicznej, ma prawo do wezwania Bożej pomocy i modlitewnego wsparcia wspólnoty. Stąd tradycja rozpoczynania także czysto politycznych wydarzeń od modlitwy, a nawet mszy świętej. Zresztą, co czasem jest niezauważane w Polsce, to tradycja nie tylko europejska, ale wręcz norma w demokratycznym świecie. Jak inaczej tłumaczyć obecność i modlitwę kard. Dolana na zakończonych konwencjach wyborczych w USA. Ale wróćmy na nasze podwórko.
Kard. Nycz poproszony o zgodę na mszę świętą w dniu marszu organizowanego przez o. Rydzyka, PiS i Solidarność wyraził zgodę (to prerogatywa biskupa miejsca) ale wskazał księdza, który liturgię odprawi i wygłosi kazanie. Ksiądz wskazany przez kard. Nycza to szanowany kapłan i ceniony kaznodzieja, niestety chyba za mało "patriotyczny", ponieważ organizatorzy marszu wyrazili najpierw zdziwienie a potem (jeśli wierzyć słowom posła Jaworskiego z dzisiejszego wywiadu na wpolityce.pl) nawet zrezygnowali z mszy bo... nie takiego celebransa sobie wybrali.
Nie wiem, kogo chcieli zaprosić. Raczej nie samego Papieża, bo terminarz w Watykanie napięty a i sam Papież ma inne sprawy na głowie. Może Prymasa Polski, a jeśli tak, to którego, chyba zbyt wielką sympatią żaden z Prymasów do takich zgromadzeń nie pała. Także Przewodniczący Episkopatu, abp Michalik, jakoś ostatnio nie jest w tym towarzystwie mile widziany, wiadomo układając się z Moskwą ... sami dobrze wiecie.
Na pewno ktoś jednak do Warszawy by przyjechał a sam marsz został tym samym wsparty moralnie i prestiżowo. Nasz Dziennik zrobiłby pewnie nawet jakieś specjalne wydanie z duża ilością zdjęć i przedrukiem wygłoszonego słowa.
Tymczasem Kardynał Nycz nieoczekiwanie powiedział "Sprawdzam". Albo wam chodzi o mszę i modlitwę, albo o zadymę. Jak na razie (choć nie wykluczam, że spanikowani organizatorzy zmienią zdanie) odpowiedź jest szczera do bólu. Kardynalska propozycja nie została przyjęta. I dobrze, przecież - jak mówi polskie przysłowie - wymuszona modlitwa Bogu nie miła.