Wczorajsza decyzja Premiera Donalda Tuska o wprowadzeniu dofinansowania in vitro w ramach specjalnego i nowego programu medycznego wywołała zarówno polityczna jak i światopoglądową burzę. Sprawa nie jest taka prosta jak może się wydawać, ani z punktu widzenia medycznego, wbrew temu co się mówi zabiegi nie leczą bezpłodności a jedynie pozwalają na zajście kobiety w ciąże, ani tym bardziej etycznego czy moralnego.
REKLAMA
Na ten ostatni aspekt zwracają uwagę nie tylko duchowni ale także część środowisk medycznych. Równocześnie kilka środowisk, w tym paru publicystów decyzje premiera postanowiło uczcić rozpaleniem stosu.
Osobiście uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby przyjęcie ustawy, która zakładałaby systemowe wsparcie płodności i rodzicielstwa także uwzględnieniem alternatywnych dla in vitro metod jak choćby naprotechnologii. To dawałoby szanse na równe traktowanie zarówno tych, którzy nie akceptują metody in vitro a także chcą posiadać dzieci poprzez wsparcie medyczne.
Oczywiście taka formuła będzie miała również licznych wrogów, ale przynajmniej da wybór. Wczoraj konsultowałem etyczny wymiar tego pomysłu z jednym z bioetyków pracujących na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, który zgodził się, że to rozwiązanie znacznie bardziej nowoczesne i demokratyczne niż to z czym mamy do czynienia dziś albo co nas czeka po wprowadzeniu finansowani in vitro w propozycji premiera.
Jednocześnie kolega naukowiec trochę mnie zaskoczył wskazując na dwa pozytywne aspekty projektu, które aktualna sytuację (przypomnijmy, w Polsce w tym względzie mamy do czynienia z absolutną wolna amerykanką) poprawiają regulując na przykład ochronę zarodków.
Zatem propozycja Tuska, paradoksalnie, ochronę zarodków (czyli życia) poprawia a nie pogarsza. Znacznie więcej w tym zakresie mogłaby też uczynić ratyfikacja Konwencji Bioetycznej, ale i tu znowu słyszę, że część środowisk kościelnych, że zacytuję jednego z liderów „gra o pełna stawkę” i woli najpierw sprawdzić, czy nie uda się przeprowadzić w parlamencie jakiegoś bardziej katolickiego projektu.
Otóż, moim zdaniem, utrzymywanie status qvo lub zakładanie, że interesuje nas tylko i wyłącznie ustawa w pełni respektująca katolickie postulaty jest zwykłą hipokryzją. Wiedzą to biskupi, którzy zwracają uwagę na odpowiedzialność i wolność decyzji zgodnej z sumieniami polityków, ale na pewno nie ogłoszą wobec nikogo ekskomuniki. Te przyjemność jak widać zostawili innym. Tomek już z okazji skorzystał.
