Jedne z moich kolegów, znany zresztą z publicznych debat także na FB i innych profilach społecznościowych ksiądz, po którejś telewizyjnej debacie przysłał mi smsa, który zawierał stara mądrość: „..nigdy nie dyskutuj z fanatykami, bo najpierw ściągną Cię na swój poziom, a następnie pobiją Cię tam doświadczeniem...". Przypominam sobie to mocne powiedzenie zawsze ilekroć obłuda i zwyczajna zła wola bierze górę nad rozumem i odrobiną przynajmniej wyczucia określonych granic. Człowiek chce wtedy krzyczeć, zastosować te same chwyty i użyć podobnie mocnych słow. Tymczasem trzeba czasem umieć zacisnąć żeby i powiedzieć trudno, na tym poziomie nie ma sensu dyskutować.

REKLAMA
Przyznam, takie uczucie miałem kiedy o. Tadeusz zaatakował za „błądzenie” syna jego rodzonego ojca. Chodzi o Krzysztofa Lufta, którego największym i pewnie jedynym w ocenie Ojca Dyrektora grzechem jest brak bezkrytycznego uwielbienia i ślepej miłości dla dzieł Ojca Tadeusza. Kim jest zaatakowany „za błędy syna” ojciec państwowego urzędnika w środowisku kościelnym, zwłaszcza warszawskim, nie trzeba za dużo mówić. To profesor Stanisław Luft, zasłużony wykładowca medycyny pastoralnej w seminarium duchownym, w którym przepracował ponad 50 lat. Jak łatwo zauważyć, miał odwagę pracować na rzecz Kościoła i duchowieństwa znacznie dłużej niż prowadzone jest choćby i największe medialne dzieło o. Tadeusza. A taka aktywność wówczas dosłownie mogła człowieka kosztować! I nie chodzi tylko o zablokowanie kariery.

List profesora Stanisława Lufta do arcybiskupa Józefa Michalika


Czytając list otwarty skierowany do na ręce abp Józefa Michalika do całego polskiego Episkopatu mam wrażenie, że sędziwy Profesor dziś patrzy z przerażeniem na to co dzieje się w jego Kościele. Z jednej strony to właśnie ten Kościół decyzją najwyższego Pasterza, Jana Pawła II, jak to ma w zwyczaju, za zasługi przypiął do klapy profesorskiej marynarki order „Pro Ecclesia et Pontifice” („dla Kościoła i Papieża”) ale z drugiej jest zupełnie bezczynny kiedy dziś „katolickie media” obrażają dobre imię uczciwych ludzi, wypaczają soborowe nauczanie i sieją zwyczajny zamęt w głowach milionów. Symptomatyczne jest, że - jak celnie zauważa prof. Luft – kiedyś Kościół wyprowadzał ludzie na ulice, żeby poczuli „jedność i wspólnotę” a dziś autoryzuje okrzyki nienawiści wobec tych, którzy mają inną niż toruńskie media wizję świata i polityki. Autoryzuje bo milczy kiedy inni nadużywają jego autorytetu, zamieniają ambonę (a często i ołtarza) na polityczną mównicę i celowo przekłamują fakty mające jakoby świadczyć o prześladowaniu Kościoła bardziej niż za czasów PRLu. To milczenie już nie jest zwyczajnym błędem.
Nie jestem adresatem listu, ale będę niecierpliwie czekał jak i czy w ogóle odpowiedzą na niego hierarchowie. Czy ktoś w Episkopacie poczuje się zwyczajnie głupio, że pod pobożnymi hasłami niszczy się jednych ludzi i robi wodę z mózgu innym.