To już 3 lata od dnia śmierci Jana Wejcherta. Odszedł wówczas nie tylko człowiek niezwykły przez skalę tego co robił w biznesie. Ale również wielki wizjoner, optymistycznie patrzący w przyszłość, przyjmujący koleje wyzwania jako szansę żeby zrobić cos nowego, innego, by być po prostu lepszym. Jego optymistyczne podejście do świata i wyzwań jakie stoją przed każdym z nas było zwyczajnie zaraźliwe.
REKLAMA
Każdy kto się spotkał z Janem Wejchertem wiedział, że nie można przy nim powiedzieć „to się nie da”, „to się nie uda”. On po prostu nie przyjmował takiego kapitulanckiego stanowiska, ale też nigdy nie przekreślał człowieka, któremu zabrakło wiary w siebie czy biznesowego doświadczenia. Dawał szanse i pomagał, żeby złapać drugi oddech.
Budując największą i najbardziej prestiżową na polskim rynku grupę medialną biznesowo osiągnął prawie wszystko. Przy tym lubił udowadniać, że wszystko może się udać jeśli tylko za konkretna ideą stoją właściwi ludzi i trochę pieniędzy potrzebnych do uruchomienia danego projektu. Dlatego ludzie zwyczajnie Jana Wejcherta lubili i lubili z nim pracować.
Kiedy dziś wspominam jego osobę nie mogę przecież zapomnieć o szansie jaką mnie osobiście i wielu ludziom dał przez stworzenie kanału religia.tv. Te kilka lat bliższej znajomości z Janem dało mi też okazję do spojrzenia na jego działalność przez zupełnie inny wymiar: uczyłem się od niego konsekwencji i zamieniania marzeń na realne i konkretne przedsięwzięcia. Co mnie zaskoczyło – nie uważał, że tzw. imponderabilia, wielkie hasła i wielkie sprawy należy zostawić innym. Dlatego dyskutowaliśmy o patriotyzmie rozumianym jako zwyczajna, uczciwa i solidna praca z której państwo ma podatki, ludzie comiesięczne pensje a człowiek zadowolenie z tego, że robi to co lubi. Interesował go wymiar duchowy człowieka, choć skala poszukiwań była niezwykła: od tybetańskiej mantry przez wyjazdy na górę Athos do jednego z klasztorów prawosławnych aż po zaangażowanie w projekt Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie, choć niemal wszyscy tę inwestycję krytykowali. Po śmierci nie raz spotykałem ludzi wspominających jak im konkretnie pomógł, choć on sam specjalnie o tym nie lubił mówić.
Nie był zwykłym biznesmenem ale wizjonerem. Gatunek ten w Polsce jest dość rzadko występujący i pewnie tym większa i bardziej zauważalna jest ta strata, której doświadczamy od 3 lat.
