
Już na pierwszy rzut oka obie gazety wszystko dzieli. Kiedy jedni z trudem wiążą koniec z końcem, drudzy dostają państwowe dotacje. Wygląd i klimat panujący w redakcjach jest też inny: kiedy u jednych przypomina trochę siermiężne czasy znane z początków okresu zmian, u konkurencji panuje już prawdziwy „zachodni szyk i nowoczesność”. Ale prawdziwe podziały i różnice miedzy Nową i Rosyjską Gazetą są znacznie głębsze i dotykają sedna pytania o kształt mediów w każdym kraju.
REKLAMA
W redakcji Rossijskiej Gazety nowoczesny newsroom, ma poziom którego nie powstydzi się żadna medialna firma na świecie. Żeby codziennie w ręce czytelników trafiło kilkaset tysięcy egzemplarzy intensywnie pracuje koło 300 dziennikarzy, do których jeszcze dochodzą korespondenci obserwujący zarówno wydarzenia w kraju jak i najważniejszych stolicach świata. Każdy dostarcza teksty zarówno na wydanie papierowe jak i do nowoczesnego portalu internetowego. Do tego dochodzi wydawany w każdy piątek w blisko 3 mln egzemplarzy oddzielny tytuł weekendowy.
Pracujący tu dziennikarze, (na korytarzu i w newsroomie dominują ludzie młodzi) oraz szefostwo dziennika (to zdecydowanie pokolenie starsze, często byli dziennikarze i korespondenci jeszcze z czasów sowieckich) robią wrażenie ludzi zadowolonych zarówno z miejsca jak i efektów swojej pracy. To oficjalna rządowa gazeta Rosji.
Choć na łamach RG widać sporo reklam, budżet gazety to także dotacja państwowa i drukowanie oficjalnych komunikatów i państwowych rozporządzeń. Formatem przypomina starą Rzepę, a pobieżna lektura rosyjskiej prasy pozwala stwierdzić, ze treść i tematy tekstów, którymi się zajmują w RG zasadniczo nie odbiega od innych gazet. Niemniej, Nikołaj Michałowicz Dołgopołow, który jest zastępcą redaktora naczelnego, nie ukrywa, że np. regularne wizyty min. Ławrowa w redakcji kreują ich myślenie i pisanie w zakresie polityki zagranicznej.
Z drugiej strony to przecież gazeta rządowa i trudno mieć o to wielkie pretensje. Ariadna Rokossowska, zajmująca się bardzo często tematyką polską w tym dzienniku, nie ukrywa, że fakt pracy w RG czyni dziennikarza przynajmniej w części kimś na kształt urzędnika państwowego z wszelkimi konsekwencjami ale i przywilejami.
Budynek, w którym znajduje się redakcja mieści się przy ulicy Prawdy, co nie jest zresztą przypadkiem, bo i tu swoja siedzibę miała największa komunistyczna gazeta Kraju Rad. Dziś redakcja Prawdy zredukowana do kilku emerytów i wydawana w archaicznym stylu dożywa (dosłownie i w przenośni) swoich ostatnich dni.
Nowa Rosja ma swój oficjalny organ prasowy i chyba na razie to jej wystarczy. Zwłaszcza, że dominujące na rynku tytuły, jak Wiedomosti czy Kommiersant, za bardzo nie są zainteresowane zmianą władzy czy zachwianiem politycznej sceny. Inaczej niż dziennikarze innej gazety. To założona przez Michaiła Gorbaczowa i oligarchę Aleksandra Lebiediewa Nowa Gazeta. Wychodząca dziś w ponad 250 tysięcznym nakładzie gazeta nie ukazuje się codziennie ale trafia do kiosków 3 razy w tygodniu. Od swoich konkurentów odróżnia ja także treść publikowanych na łamach tekstów. Andriej Lipski, szef działu politycznego i zastępca naczelnego gazety, nie ukrywa, że nie jest dziś w Rosji łatwo wydawać opozycyjna prasę.
Mimo dobrego „przekroju czytelnika” (NG czytają ludzie wykształceni o dochodach przekraczających rosyjską średnią, a więc dobrze sytuowani mieszkańcy dużych miast, głownie przedstawiciele tzw. średniego pokolenia) ciężko namówić reklamodawców. Duże rosyjskie firmy wolą nie trafiać na te łamy, bo obawiają się potem kłopotów. Wielkie, globalne marki w ogóle unikają tu swojej obecności.
Pomimo tego, prawie stuosobowa ekipa nie poddaje się i ciągle drukuje pisane w starym, dobrym stylu długie teksty i obszerne analizy. Tylko umieszczone w Sali konferencyjnej portrety 5 współpracowników gazety, którzy zostali zamordowani (jak Anna Politowska) albo zmarli w niewyjaśnionych do końca okolicznościach pokazują, że wolne słowo w dzisiejszej Rosji ma swoja cenę, czasem nawet najwyższa.
Przy okazji dyskusji o pozycji i statusie (także materialnym) rosyjskich dziennikarzy Andriej Lipski przyznaje, że spora ich część nie jest w ogóle zainteresowana pełną wolnością słowa. „Wielu z nich, zwłaszcza ci zajmujący się dziennikarstwem informacyjnym musiałoby zacząć walczyć o swoją pozycję, a dziś jest im po prostu dobrze” – bez amencji analizuje stan środowiska. Płace w największych rosyjskich dziennikach dorównują, albo wręcz przekraczają poziom zarobków w zachodnich mediach, technologicznie wydawnictwa są na najwyższym poziomie a siła ich oddziaływania wciąż jest nieporównywalnie większa niż np. prasy w innych krajach.
Kiedy pytam jak jest u nich, w Nowej Gazecie, słyszę, że zwykle mają na czynsz, druk i kolportaż, ale już na płace nie zawsze. Mimo to Nowa Gazeta jest jednym z najbardziej opiniotwórczych i ważnych rosyjskich mediów a - jak zapewnia – Lipski jej los choć kryzys i trudności nie jest zagrożony.
„Czytelnik nas kupuje, bo wie, że robimy swoje, to znaczy piszemy to w co sami wierzymy. Do nas Ławrow nie przyjdzie, co najwyżej zajrzy jakiś pośledni urzędnik z kontroli skarbowej” żartuje Lipski i dodaje, ze ma wrażenie jakby nawet wrogom Nowej Gazety nie specjalnie zależało na jej likwidacji czy upadku. Być może wystarczy jedynie utrudnianie im życia.
