Lodowisko na Placu Czerwonym
Lodowisko na Placu Czerwonym

Gdyby nie wpis Ariadny Rokossowskiej na FB nawet nie zwróciłbym uwagi na to, gdzie robi się w Rosji lodowiska, parki rozrywki czy inne miejsca służące zabawie i rozrywce. Kiedy na początku grudnia władze Moskwy z dumą ogłosiły, że wielka ślizgawka na Placu Czerwonym jest już otwarta, ta znana dziennikarka "Rossyjskoj Gazety" i prawnuczka Marszałka Rokossowskiego napisała, że najpierw powinni pochować jej pradziadka na normalnym cmentarzu, a potem robić na Placu Czerwonym koncerty, wystawy, defilady i lodowiska.

REKLAMA
Co ciekawe, Rokossowski bał się ponoć nie tyle samej śmierci co właśnie pochowania pod kremlowskim murem uważając, ze nie zazna tam spokoju. Leży tam do dziś razem z elitą partyjnych dygnitarzy, a warto przypomnieć, że których – jak Andropowa czy Czernienkę - chowano pod kremlowskimi murami jeszcze w latach 80-tych ub. wieku. Oczywiście nadal największym obiektem jest Mauzoleum Lenina.
logo
Lodowisko na Placu Czerwonym
Ariadna w swoim oczekiwaniu na godny pochówek swego pradziadka nie jest odosobniona – pierwsi zaczęli protestować potomkowie Gagarina a takich głosów przybywa, zwłaszcza że Plac Czerwony służy coraz częściej rozrywce. Dawni wodzowie rewolucji i komunizmu nie mają po śmierci spokoju – w ogłuszających dźwiękach Madonny, czy innych gwiazd popowej muzyki czekają na swoją ostatnią drogę, bo już nikt nie ma wątpliwości, że prędzej czy później Lenin wraz ze swoim towarzystwem przeniesie się na któryś z moskiewskich cmentarzy. Na tym tle urządzane co roku lodowisko jest niewinną rozrywką, a dla wielu mieszkańców Moskwy jego otwarcie nawet stało się grudniową tradycją.
logo
Irkuck, cerkiew pod wezwaniem Wjazdu Chrystusa do Jerozolimy
Nieco inaczej jest w Irkucku. Pięć tysięcy kilometrów od stolicy Rosji takimi sprawami jak pamięć o cmentarzach zamienionych kiedyś na parki „kultury i oddycha” przebija się do publicznej świadomości bardzo trudno. Prawie nikt nie potrafi mi powiedzieć, co kiedyś znajdowało się na terenie jednego z głównych miejskich parków, noszącym oficjalnie nazwę „40-lecia Rewolucji Październikowej”. Tylko położona na skraju parkowego wzgórza i właśnie odnawiana cerkiew pod wezwaniem Wjazdu Chrystusa do Jerozolimy przypomina dawna nazwę tego miejsca – to irkucki Cmentarz Jerozolimski, jedna z największych i najbardziej oryginalnych syberyjskich nekropolii. To tu spoczywali najbardziej zacni mieszkańcy Irkucka, polscy i rosyjscy zesłańcy, wielcy przemysłowcy i irkucka inteligencja. A ponieważ miasto zamieszkiwali przedstawiciele wielu równych narodowości i religii na cmentarzu wydzielono obok największej części prawosławnej także kwartał katolicki, protestancki, a nawet specjalną część przeznaczoną zgodnie z wymaganiami na cmentarz żydowski.
logo
Irkuck, Teatr Lalek na dawnym cmentarzu żydowskim
Profesor Bolesław Szostakowicz, jeden z największych znawców historii zarówno miasta jak i jego mieszkańców, ocalenie prawdy i tym miejscu uznaje za swoją najważniejsza życiową misję. Przekonuje mnie, że wciąż można nie tylko ustalić kto na tej nekropolii spoczywa, ale nawet odnaleźć resztki zniszczonych pół wieku temu nagrobków. Kiedy chodziłem dziś po parku będącym dawnym cmentarzem faktycznie natrafiłem na fragmenty kilku nagrobków. Prof. Szostakowicz już zaangażował do walki o ocalenie pamięci o tym miejscu miejscowych duchownych, zresztą różnych wyznań, środowisko polonijne i kilku kolegów z uniwersytetu. Władze wobec tych działań zbyt życzliwe nie są, ale na razie udało się doprowadzić do zamknięcia lunaparku. W kolejce czeka jeszcze mini zoo. Największy problem będzie z częścią żydowską cmentarza. O ile na katolickiej i prawosławnej rosną drzewa i spacerują ludzie, o tyle na cmentarzu żydowskim wybudowano funkcjonujący w najlepsze Teatr Lalek. Prof. Szostakowicz mówi o całej sytuacji ironicznie: „jak widzisz, mam teraz park oddycha wiecznego, ale kultury to już żadnej”.
logo
Irkuck, lunapark
Na skraju danego cmentarza kilku młodych chłopaków buduje wielką ślizgawkę – „wesołe miasteczko zamknięte, a dzieci zimą przecież gdzieś muszą się bawić”, krótko odpowiada jeden z robotników zbijających drewnianą pochylnię, po której będzie można zjeżdżać z parkowej górki niczym ze skoczni.