Naczelny "Newsweeka" uraczył mnie wezwaniem, abym się nie lękał. Podzielił się też wspomnieniem ze swego spotkania z JPII, które było tak mocne, że przez 30 lat nie opuściło redaktorskiej głowy. Generalnie, spora część tekstu brzmi jak niezłe kazanie, co ujawnia Tomaszu, Twój kolejny talent. Atmosfera oczekiwania na nowe konklawe nawet wywołała we mnie chwilę zadumy „a może by tak Tomasz I”?
REKLAMA
Problem w tym, że zestawiając swoje tezy i przedstawiając argumenty, których, co skrzętnie pomijasz, przecież nie neguję, tylko uważam za przypadki jednostkowe nie dające prawa do stosowania odpowiedzialności zbiorowej. A właśnie pośrednio Ty, tak konstruujesz przekaz medialny, aby Kościół ukazywać jedynie przez pryzmat gorszących przypadków w oderwaniu od tego, czym Kościół w swej istocie jest i co robi (zrobił), także dla Ciebie.
Dodatkowo - jak na starą dziennikarska wygę przystało - znasz tę starą amerykańską zasadę, good news is bad news i wiesz doskonale, że takie epatowanie złem i skandalem znakomicie się sprzedaje. Twoi wydawcy ogłaszają to raz po raz, prawie w rytm kolejnych „kościelnych” okładek. Wiec, mam prośbę, odcinaj kupony od swojego sukcesu, bo masz do tego prawo, ale nie rób z siebie bohatera walczącego o czystość katolickiego i duchowego przekazu, bo to akurat słabo ci wychodzi.
Ponieważ znasz moje poglądy, zarówno na Radio Maryja, jak i na szereg innych spraw, także takich jak sprawa abp Paetza, bulwersujących wypowiedzi duchownych czy nawet spraw międzynarodowych, jak wspominana przez Ciebie dymisja prymasa Szkocji, nie muszę jakoś specjalnie się teraz tłumaczyć, co mam do powiedzenia. Akurat należę do tego grona publicystów, którzy mogą sobie pozwolić na autonomiczne i swobodne wyrażanie swojej opinii. I z tego przywileju korzystam.
Co więcej, mając świadomość, że moje racje nie są podzielane przez znaczną część polskich księży nie widzę powodu, abym nagle musiał dostosowywać się do ogólnego nurtu. Także wtedy, kiedy coś mi się nie podoba u moich kolegów po „dziennikarskim” fachu. Dlatego tak mocno, ale zapewniam cię, że szczerze wyraziłem swoje oburzenie ostatnią okładką, której chamski podtekst wywołuje co najmniej niesmak, zresztą nie tylko u mnie.
Nie robiłem sobie jakoś specjalnej nadziei, że za tydzień ukażą się redakcyjne przeprosiny, ale też nie spodziewałem się, że zaczniesz jak mantrę powtarzać, że "Newsweek" nie ma obsesji na punkcie Kościoła. Mam jakieś dziwne przeczucie oparte na regularnej, cotygodniowej lekturze Twojego tygodnika, że jest akurat inaczej. Niestety, zbiegło się to z objęciem przez Ciebie funkcji naczelnego. I akurat to mnie osobiście martwi.

