Lektura wpisów na portalach społecznościowych czy blogerskich (nie wyłączając NaTemat.pl) lekko przygnębia. Mam wrażenie, że wszyscy uwierzyli tylko w szaleńczą pogoń za tym, co namacalne i egoistycznie konkretne. I święta, niezależnie które, takich ludzi jeszcze bardziej dobijają i denerwują.
REKLAMA
Może dlatego niektórzy, żeby być jeszcze bardziej "poprawnym", muszą przy takiej okazji ponarzekać na Kościół, znaleźć jakiegoś "lewego" księdza czy fanatycznego katolika wśród znajomych, który najchętniej utopiłby cię w święconej wodzie. No i zamanifestować swój dystans, a może i niewiarę. Czytam to i zastanawiam się, czy rzeczywiście to obraz świata, w którym żyję.
Sam uważam, że świat jest jednak inny. A ostatnie dni udowadniały mi zupełnie coś innego. Jeśli widzę jakieś braki czy kłopot, to zwykle większy w sferze duchowej niż tej doczesnej. Brakuje ludziom optymizmu i zupełnie innej perspektywy niż tylko ta czysto życiowa "łapiąca chwilę".
Właśnie Wielkanoc daje taką szerszą i zupełnie inną perspektywę. To święto jest świętem Życia i Radości. Pełni życia, jak wierzymy my chrześcijanie, bo takiego, które pokonuje nawet śmierć i radości, która wyrasta ponad największe cierpienie i smutek. Racja, że najłatwiej zrozumieć i przyjąć to jeśli jest się człowiekiem wierzącym, ale i ludzie na co dzień nie praktykujący wiary, a nawet żyjący "jakby Boga nie było", potrafią w wielkanocny poranek dostrzec tę siłę i moc, która potrafi zmienić świat.
Mój świat, nawet jeśli mnie samego zmienia bardzo powoli i z wielkim wewnętrznym oporem. Bo to czas Wielkiej Mocy, która bierze się z tajemnicy Wielkiej Nocy Zmartwychwstania Pańskiego.
Tego prawdziwego życia i radości wszystkim życzę.
I jak mawia klasyk: Alleluja i do przodu!
I jak mawia klasyk: Alleluja i do przodu!
