Jest czymś niezrozumiałym, że od nienawistnych w swoim przesłaniu kłamstw jezuity, ojca Jacyniaka, wypowiedzianych w warszawskiej katedrze nie zdystansował się ani żaden jego przełożony ani żaden hierarcha. Tymczasem inny jezuita, Krzysztof Mądel, jak czytam (na razie bez formalnego oficjalnego potwierdzenia) został ukarany zakazem wypowiadania się w mediach a nawet publicznego sprawowania funkcji kapłańskich.
REKLAMA
Jeśli ta informacja się potwierdzi to niestety trzeba będzie przyznać, że jeden Franciszek nawet u Jezuitów (nie mówiąc o całym Kościele) wiosny nie czyni. Niestety. Ale nakaz milczenia dla Krzyśka (jest moim dobrym znajomym od kilkunastu lat) ma także swoje głębsze przyczyny. Każdy kto znał Krzyśka z czasów kiedy pracował duszpastersko i naukowo w Krakowie wie, że należał do grona ludzi nie tylko wybitnie uzdolnionych ale także bardzo lubianych i to przez szerokie grono Krakowian.
Doskonale znający się na katolickiej nauce społecznej, świetny znawca zagadnień etyki biznesu i uczestnik, dyskusji (także w wymiarze międzynarodowym) na temat przecinaniu się ekonomii z zagadnieniami społecznymi (w tym współczesnych debat o etycznych założeniach gospodarki wolnorynkowej) a przy okazji znany nie tylko w środowisku akademickim spowiednik i duszpasterz wyróżniał się nie tylko na tle swojej wspólnoty zakonnej. Nikogo więc nie dziwiło, że Krzysiek pogłębiał swoja wiedzę m.in. poprze studia w Rzymie czy naukowe dyskusje w Polsce.
I wszystko to nagle zostało zakończone kiedy Krzysiek, zresztą pod wpływem faktów potwierdzonych przez stosowne komisje, opowiedział się za przeprowadzeniem w zakonie lustracji. Najpierw spotkało go wysłanie z Krakowa do innej placówki, potem de facto uniemożliwiono mu prowadzenie pracy naukowej, ostatecznie „wylądował” w Nowym Sączu, gdzie jezuici prowadzą szkołę i duszpasterstwo ale - o dziwo – Krzysztofowi zakazano udzielania się publicznego, bowiem miał zająć się „pomocą duszpasterską”.
Wbrew temu co piszą prawicowe portale Krzysiek faktycznie zrezygnował z funkcjonowania „w obiegu medialnym”. Zachował właściwie tylko aktywność blogerską, czasem udzielając wywiadów. Pewnie ten ostatni, z GW, stał się prawdziwym kamieniem obrazy.
Właściwie to nawet nie jestem za bardzo zaskoczony obrotem spraw, choć Krzyśka głosu będzie w Kościele i naszej społecznej debacie bardzo brakować. Dlaczego się nie dziwie? Bo uważam, że wśród kościelnych decydentów rozwinęła się jakaś dziwna wirusowa choroba. Nie ważne co mówisz, a raczej ważne kto cię publikuje. A sprawa czy coś jest prawdziwe czy nie schodzi na dalszy plan i coraz częściej mam wrażenie, że zupełnie się nie liczy.
