Podczas pamiętnej konferencji prasowej w Sekretariacie Episkopatu Polski jej rzecznik, ks. Józef Kloch, oznajmił z dumą, że Kościół instytucjonalny nie zamierza chować głowy w piasek nawet w najtrudniejszych sprawach, uczy się na błędach i kiedy jest w sytuacji trudnej potrafi zastosować crisis management plan a następnie działać. O tym, że same deklaracje nie wystarczą wszyscy, którzy oglądali konferencje przekonali się niezwłocznie.

REKLAMA
Obecność kanclerza kurii warszawsko-praskiej a dokładnie jego „występ” zapewne zapisze się w annałach przykładów „jak nie należy się zachowywać” i jak popełnić (pewnie nieświadomie) wszystkie błędy w komunikacji. Po tygodniu wiemy, że z reagowaniem w trudnych sytuacjach nie radzą sobie także inni, ważniejsi ludzie w polskim Kościele. Wczorajsza rozmowa Krzysztofa Ziemca z abp Hoserem jest najlepszym tego przykładem. Oglądając jej przebieg zastanawiałem się co by się stało, gdyby rozmówcą hierarchy był dziennikarz, który wcale nie myśli jak „podać rękę” i wyratować biskupa z kolejnego niezręcznego stwierdzenia czy opresji, w która sam się wpędzał.
Nieścisłości, sprzeczności i brak zrozumienia działania nieadekwatnego do sytuacji po stronie kurii warszawsko-praskiej jest widoczne gołym okiem ale zamiast podjęcia jakichś kroków zmierzających do wyjaśnienia a choćby i zwykłego posypania głowy popiołem i prostego „przepraszam” mamy do czynienia z manifestowaniem pogardy dla mediów, które sprawę ujawniły, kluczeniem i „zacieraniem” śladów kompromitacji. Oczywiście można wszystko postrzegać tak jak widzi to ks. Zieliński z tygodnika „Idziemy”.
W skrócie jego teza sprowadza się do przekazania prostego komunikatu: czego od nas chcecie przecież zrzuciliśmy na pożarcie medialnych wilków jedynego winnego i już po sprawie. Naczelny „Idziemy” stawia sprawę jasno: bezwarunkowo musimy zewrzeć szeregi bo teraz chcą zamęczyć Arcybiskupa i zmusić go do ustąpienia. Robią tak i mówią ci, którzy dobrze wiedzą, że „Kościołowi w Polsce abp Hoser jest bowiem szczególnie teraz potrzebny w obliczu starcia cywilizacji chrześcijańskiej z dyktaturą relatywizmu i nihilizmu”. Tymczasem, jak przypomina autor tekstu, jedyna słabością hierarchy (o Boże, że taki zarzut pada w kościelnym czasopiśmie!) jest zbytnie czasem zaufanie jakim obdarza swoich współpracowników.
Pewnie można i tak pisać o tym co trudne i bolesne w Kościele. Można dalej utrzymywać czytelników w przekonaniu, że każdy materiał o Kościele w „mediach głównego nurtu” (określenie ks. Zielińskiego) to szczegółowo zaplanowany kolejny akt wymierzony w Kościół i jego duchownych a powód dymisji sprowadzić do „improwizacji” i niefrasobliwości paru słów wypowiedzianych przez kanclerza, pewnie zestresowanego atakiem ze strony dziennikarzy. Można też dalej żyć w tym przekonaniu, że wszystko co złe jest poza nami. I dla poprawienia sobie humoru sięgnąć po kolejny numer „Idziemy”, choć otaczająca nas rzeczywistość pokazuje, że wielu wręcz pędzi. Pędzi ślepą, jednokierunkowa uliczka.