Siedem lat temu Polska była pogrążona we łzach i smutku. Szczerych łzach i prawdziwym smutku, bo straciła papieża – rodaka, swojego interrexa, ostatni akceptowany niemal przez wszystkich autorytet i zarazem kompas wyznaczający kierunek wyborów nie tylko moralnych i religijnych, ale często także społecznych i politycznych.

REKLAMA
Nad trumną Jana Pawła II pojednali się prezydenci Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, na Placu św. Piotra klęczała posłanka Senyszyn, a Janusz Palikot, który wkrótce miał wzywać pomocy Pana Boga podczas poselskiego ślubowania, fundował abp Życińskiemu stypendia dla młodzieży i zakładał dla pokolenia JP2 arcykatolicki tygodnik „Ozon”. Nie brakowało ludzi, którzy pierwszy raz po długich latach klękali przy konfesjonale lub „nadrabiali” zaległości w swoim religijnym życiu. Nawet zwaśnieni i nienawidzący się wzajemnie kibole ślubowali zgodę i pojednanie (niestety, na bardzo krótko). Inaczej miało być także w polityce. Poskomunistyczna lewica dogorywała, a nowe miało być po prostu lepsze. Jak mnie przekonywał jeden ze znajomych wówczas polityków PiS późniejszy sukces wyborczy tej formacji, tłumaczono właśnie „wiosną Polaków” i przebudzeniem religijnym po śmierci papieża, choć już za dwa lata postanowiło wyrzucić ze swoich szeregów Marka Jurka właśnie za próbę wprowadzenia do polityki dosłownie papieskiego wezwania do budowania cywilizacji życia. Swojego miejsca przy ołtarzu poszukała także Platforma ogłaszając deklaracją Jana M. Rokity, jednego ze swoich liderów, odkrycie „Kościoła łagiewnickiego”, w którym odnajdywała źródło swojej inspiracji. Wszystko miało być inne. Inna miała być Polska, a nawet - a może przede wszystkim - polski Kościół, depozytariusz papieskiej spuścizny i jego nauczania.
Tymczasem siedem lat po śmierci JP2 rzeczywistość polska AD 2012 w niczym nie przypomina tej oczekiwanej i wówczas zapowiadanej. Miejsce dwóch partii odwołujących się do chrześcijańskich korzeni i tradycji zajęły raczej „polityczne plemiona Tutsi i Hutu” zmierzające raczej do wycięcia się w pień. Janusz Palikot zastąpił wezwanie „tak mi dopomóż Bóg” hasłem walki z wszystkim co z Bogiem, chrześcijaństwem i Kościołem się kojarzy. W dużej mierze dzięki niemu uświadomiliśmy sobie, że pokolenie JP2 jest figura retoryczną albo jedynie naszym marzeniem, bowiem pierwszy raz hasła antyklerykalne stały się faktyczną trampoliną do wyborczego sukcesu. A manifestowanie lub zmienianie swojej seksualnej tożsamości jest dziś w Polsce na tyle trendy, że można trafić dzięki temu nie tylko na czołówki kolorowych gazet ale nawet do parlamentu. Posobnie jest z robieniem z aborcji swoistego eventu popkulturowego i deklaracji światopoglądowej.
Nie lepiej siedem lat przeżył Kościół. Co z tego, że dla zdecydowanej większości Polaków JP2 (wg badań w ub. r. było to ponad 80%) jest nadal przewodnikiem religijnym i autorytetem moralnym, skoro nie widać konsekwencji tych deklaracji nie tylko w życiu społecznym, ale - co powinno być sygnałem alarmowym - nawet religijnym. Jeszcze w roku śmierci papieża prawie co drugi z nas pojawiał się regularnie na niedzielnej mszy, dziś wprawdzie statystycznie nadal 4 na 10 wiernych można spotkać co tydzień w kościele, ale w przypadku wielkich miast spadek ten oznacza praktyki religijne już poniżej poziomu 20%. Choć nadal Palikot straszy duchownymi, to w następnym pokoleniu Polska słynąca z kraju powołaniowego boomu może zamienić się w kraj gdzie wśród księży pojawi się generacyjna przerwa. Dziś powołań do kapłaństwa jest co roku o ok. 25% mniej, w liczbach bezwzględnych oznacza to spadek z poziomu ok. 1200 w 2005 r. do niespełna 700 w ub.r. Z powołaniami zakonnymi, zwłaszcza żeńskimi jest jeszcze gorzej. Już są zakony stojące faktycznie przed wizją wymarcia.
I jeszcze jedna sprawa, która w Kościele musi stać się przedmiotem dyskusji i poważnej refleksji. Gdyby przeciętnego Polaka zapytać na jaki temat toczyły się główne „debaty religijne” w Polsce okaże się, że są to kwestie lustracji, Komisji Majątkowej i wreszcie finansów Kościoła. Debata o kwestiach moralnych czy etycznych (np. w przypadku kwestii in-vitro) zwykle jest jedynie odpryskiem walki politycznej, w jakie Kościół bywa wciągany przez różne zresztą strony.
Oczywiście, nie brakuje w Polsce i Kościele także znakomitych przykładów ożywienia religijnego niektórych środowisk, pojawiło się także kilka ciekawych przykładów aktywności świeckich, a kościelna Caritas z 9 tysiącami swoich punktów jest największą organizacją charytatywną w Polsce. Być może największym sukcesem polskiego laikatu i owocem myśli JP2 jest zebranie w ub. r. ponad 600 tysięcy podpisów za wprowadzeniem absolutnej ochrony życia.
To także są fakty, ale może przy okazji rocznicy śmierci błogosławionego papieża - rodaka warto zastanowić bardziej nad tym „co skrzeczy”?