Nie chce wchodzić w prawdziwość czy tym bardziej sens deklaracji pani Bratkowskiej. Jest dla mnie osoba godną jedynie współczucia i – mimo jej szyderstwa – modlitwy. Nic innego w jej przypadku nie pomoże, żadne argumenty, deklaracje czy inne akty strzeliste. Oczywiście, to co mówi jest bolesne i tragiczne. Dotyka, z tego co słyszę nie tylko od "dewotów" i "moherów" ale i od osoby stojące także daleko od Kościoła.

REKLAMA
Jak mi to ktoś napisał to co powiedziała i zadeklarowała bohaterka wywiadu w waszym portalu ma znamiona „feminizmu urojonego”, choć - niestety – w konsekwencji jej urojeń może zostać zabite nienarodzone dziecko.
Dziwi mnie jednak to co wokół tego tragicznego przypadku robi redakcja NaTemat.pl. Znam nie tylko właścicieli portalu i jej szefów, ale także (głównie „ze słyszenia” ) część redakcji. Wydawało mi się, że to ludzie wrażliwi i dociekliwi, ale także odpowiedzialni. Tym bardziej dziwi mnie fakt zarówno samego przeprowadzenia owego wywiadu z p. Bratkowską, ale tym bardziej późniejszego „grania” tym tematem.
Nie wierzę, że nie rozumiecie dramatu całej sytuacji. Nie umiem przyjąć spokojnie do wiadomości, że nie widzicie jak bardzo błędny jest ten taniec wokół prawdziwej tragedii, która zwyczajnie dotyka i boli wielu ludzi, w tym także wielu czytelników i niektórych autorów waszego portalu.
Nie umiem powstrzymać się od zadania wam pytania, czy zrobicie wywiad (może tym razem przed Wielkanocą) z kimś kto zapowie poddanie się eutanazji? A może zaczniecie dawać miejsce na portalu tym, którzy w złodziejstwie widzą najlepszy sposób na poprawienie swojego statusu materialnego? Chętnych, którzy opowiedzą wam o swoich urojeniach i nawet najbardziej głupich zamierzeniach nie zabraknie, tylko pozostaje pytanie jakie kolejne granice medialnej hucpy są do przekroczenia?
Przykładacie rękę do złej sprawy, niestety mam wrażenie, że robicie to świadomie.