Najpierw było zaskoczenie i poszukiwanie kim jest nowy papież. Potem podziw i nieukrywana fascynacja stylem i słowami nowego Ojca Świętego. Dominowało jednak przekonanie, że papież Franciszek, jakby nie patrzeć człowiek, którego również „wezwano z dalekiego kraju” szybko wejdzie w - nomen omen - „watykańskie buty” i będzie choćby ze względu na swój wiek i duszpasterskie doświadczenie (przecież z zupełnie innych stron kościelnego świata) jedynie skromnym kontynuatorem wielkich swoich poprzedników. Tymczasem papież nieustannie od roku zaskakuje stylem i formą, słowami i gestami wreszcie konkretnymi działaniami pokazującymi, że faktycznie do Watykanu przyszło nowe.

REKLAMA
Przeczytałem ostatnio trzy biografie kard. Bergoglio / papieża Franciszka oraz kilka publikacji powstałych jeszcze zanim został Głowa Kościoła i będących swoistym zapisem jego oceny świata i roli jaką ma Kościół do spełnienia. Zarówno książkowa rozmowa z rabinem Abrahamem Skórką opublikowana pod wymownym tytułem „W niebie i na ziemi” jak i zapis prowadzonych przez kardynała z Buenos Aires rekolekcji „Otwarty umysł, wierzące serce” czy mocna a czasami wstrząsająca diagnoza współczesnego świata zawarta na kilkudziesięciu zaledwie stronach książeczki „Zepsucie i grzech” pokazuje, że ten jeszcze przed rokiem bliżej nieznany jezuita z Argentyny przybył do Watykanu i wszedł także do naszego polskiego i katolickiego życia kościelnego z bardzo dobrze i głęboko przemyślana refleksją nad najważniejszymi dla Kościoła i ludzi wierzących sprawami. Spróbuje wymienić kilka z nich, w moim ujęciu będą to te sprawy, do których papież Franciszek będzie wracał i które uznaje za ważne z perspektywy tak wiary jak i zasad życia społecznego. I właśnie to powiązanie wiary z życiem społecznym w szerokim wymiarze jest tym co u Franciszka zdaje się być bardzo ważne, a podkreślanie związków między wymiarem „ziemskim i niebieskim” jest wręcz swoistym punktem odniesienia do oceny kondycji współczesnego świata jak i pojedynczego człowieka.
Papieżowi Franciszkowi nie można zarzucić braku naukowego wyrobienia i pewnych osiągnięć w tym względzie. Jest przecież znakomicie wykształconym teologiem i socjologiem, jak na jezuitę przystało otarł się również o środowisko nauk świeckich i to w międzynarodowym wymiarze. Jednak to co odróżnia Franciszka zarówno od Benedykta XVI jak i Jana Pawła II jest swoisty prosty i komunikatywny język dialogu. To papież, który nie tylko na co dzień używa świeckich określeń (jak słynne „buona sera” zamiast „Pochwalony Jezus Chrystus” kiedy pojawił się na balkonie Bazyliki św. Piotra w dniu wyboru czy życzenie „dobrego obiadu” a nie jakiś święty w formie i treści akt strzelisty na zakończenie modlitwy Anioł Pański). Także wtedy kiedy Franciszek mówi o Bogu i jego miłości do człowieka.
Drugim wymiarem nowości jest swoista afirmacja człowieka i jego wspaniałej, choć czasami grzesznej ludzkiej natury. Oczywiście papież nigdy nie pochwala grzechu ale często przypomina zarówno słowami jak i gestami o istotnej różnicy pomiędzy grzechem i zepsuciem. To drugie jest w przekonaniu Ojca Świętego czymś o wiele gorszym i bardziej groźnym dla człowieka niż sam grzech. Prowadzi bowiem nie tylko do złych czynów ale poprzez głębokie zobojętnienie prowadzi do moralnej ślepoty i jak to określa papież Franciszek „duchowej pigmeizacji”. Franciszek nigdy nie poprzestaje jedynie na określeniu stanu czy wskazaniu jakiegoś problemu, stara się spojrzeć na rzeczywistość poprzez pryzmat wiary i łaski jaką otrzymujemy od Boga. Generalnie papież chce swoje orędzie kierować poprzez podkreślenie raczej tej lepszej strony naszej egzystencji niż wypominanie ludzkich grzechów i słabości, co dla przeciętnego słuchacza znad Wisły przyzwyczajonego do ciągłego szukania i wskazywania wrogów Kościoła jest bardzo miłą ale i zaskakująca odmiana, że tak można!
Wreszcie trzeci mocny akcent papieskiego nauczania to podkreślenie roli i znaczenia modlitwy. Choć celebracje liturgiczne nowego papieża nie są tak spektakularne jak za czasów Jana Pawła czy tak wręcz mistyczne jak u Benedykta XVI to jednak widać i słychać ogromne zaufanie jakie pokłada w osobistym kontakcie z Bogiem poprzez modlitwę. To zwrócenie uwagi na wartość modlitwy w sekularyzującym się świecie jest niczym przypomnienie człowiekowi z maturą a może i wyższymi studiami prostego faktu, że bez nauczenia się alfabetu a potem czytania i pisania żadna kariera nie byłaby możliwa. Papież nie wymaga od nas jakiejś niezwykłej formy modlitwy – wystarczy prosta liturgia, chwila medytacji a przede wszystkim zaufanie i zawierzenie Bogu.