Tytułem wstępu – chciałam w tegorocznym Kongresie uczestniczyć. Wydawało mi się, że mogę pomóc dzieląc się bogatym doświadczeniem biznesowym i zawodowym. Miałam nadzieję, że moja historia przynajmniej kilku kobietom pozwoli dostrzec, czym w świecie realnym, w świecie poza-postulatywnym jest „Aktywność. Przedsiębiorczość. Niezależność” - takie bowiem było hasło Czwartego Kongresu Kobiet.

REKLAMA
Organizatorki z pewnością miały ważne powody, by nie zanieczyszczać kongresowego dyskursu myślą nieznanego pochodzenia...
Kongres jest już za nami. Tym, co zaskoczyło mnie najbardziej – choć może nie powinno zaskakiwać w ogóle – było jego podsumowanie, które przybrało formę 10 postulatów. Każdy z nich rozpoczyna się tymi samymi słowy: „Domagamy się!”.
Panie się domagają, a ja zachodzę w głowę – jak pogodzić „domaganie się”
z aktywnością, przedsiębiorczością i niezależnością? Dlaczego Kongres nie zakończył się zaproponowaniem rozwiązań, które byłyby odpowiedzią na niekończące się domagania? Dlaczego organizatorki po raz kolejny strzelają sobie w kolano zachowując się dokładnie tak, jak opisują to mizogini i flagowi reprezentanci seksizmu? A przy tym robią to w sposób zahaczający o banał – jak w przypadku in vitro, które potraktowały w sposób równie bezmyślny, jak politycy (o czym w moim poprzednim wpisie).
Drogie Kongresmenki – życie nauczyło mnie, że domaganie się to droga do pasywności, bierności i zależności od innych. Przestańmy żądać. Działajmy.
HSR