Państwa komentarze – choć zazwyczaj pozostawiane bez odpowiedzi – za każdym razem są dla mnie cenne. Tym razem jednak, zachęcona polemiczną wypowiedzią Pani Niny, pozwoliłam sobie wtrącić się w Państwa dyskusję.
REKLAMA
Kongres Kobiet stał się już niemal instytucją, której wkład w walkę o respektowanie równych praw kobiet i mężczyzn jest niepodważalny. Jednocześnie Kongres wpadł w pułapkę własnych ograniczeń. W żadnym razie nie krytykuję Kongresu Kobiet jako takiego. Obawiam się jednak o swoisty „zastój”, o jego „stetryczenie”, o typowe dla wszelkich instytucji intelektualne „lenistwo”.
Sam fakt włożenia wysiłku w przygotowanie Kongresu Kobiet nie jest powodem do chwały. Liczą się przecież rezultaty Kongresu, a te – jeśli za tegoroczne owoce uznamy 10 postulatów i udział w otwarciu sesji Giełdy Papierów Wartościowych – są w mojej ocenie co najwyżej nijakie.
Oparcie życia na postulatach, a w szczególności na domaganiach jest proste, ale i tragiczne – rozczarowanie jest bowiem boleśnie nieuniknione.
To dlatego moje życie jest „aktywne, przedsiębiorcze i niezależne” - że nawiążę do kongresowego hasła. To dlatego – poprzez działanie, a nie postulaty – chcę pokazać kobietom, że możliwe jest podążanie ścieżką odpowiedzialności za własny los.
Kobiecość ma wiele twarzy, a Kongres Kobiet jest tylko jedną z nich. Jedną z wielu. Bardzo wielu. Nie możemy o tym zapominać.
Jeśli więc Kongres rości sobie prawo do monopolizowania rozumienia kobiecości, to chcę pozostać wśród tych wszystkich kobiet, które z Kongresem się nie identyfikują.
Na tak pojmowanym pojęciu wolności bazuje Ruch Palikota, a w każdym razie ten Ruch Palikota, który zdecydowałam się reprezentować w Sejmie. Fakt, że Ruch jako organizacja popiera postulaty Kongresu, a jego członkinie aktywnie Kongres przygotowywały nie może stanowić przyczynku do zamknięcia moich ust.
Szeroko rozumiana „sprawa kobiet” jest dla mnie zbyt ważna, bym milczała.
