Z mieszanymi uczuciami przyjęłam zapowiedź refundacji zabiegu in vitro w ramach programu zdrowotnego. Z jednej strony, jest to decyzja ze wszech miar słuszna, wyczekiwana przez trzy miliony par zmagających się z problemem niezamierzonej bezdzietności. Jeśli tylko słowo premiera stanie się ciałem, efektem naszych wspólnych wysiłków będzie dobro. A to rzadki owoc pracy polityków.
REKLAMA
Z drugiej zaś strony mam w pamięci ostatni rok moich starań o uregulowanie kwestii in vitro, które sabotowane były chociażby przez Marszałek Kopacz odsyłającą moje propozycje do Komisji Ustawodawczej zamiast do Komisji Zdrowia.
Mam w pamięci ostatnie pięć lat rządów premiera Tuska i złożone przez niego w 2007 roku obietnice rychłego wprowadzenia refundacji in vitro. Od 2007 roku minęło już pół dekady. Obowiązujące w Polsce regulacje prawne nie zmieniły się. Dlaczego więc przez pięć długich lat refundacja była jedynie pożywką dla światopoglądowych pyskówek, a teraz okazuje się być banalnie prosta do wprowadzenia? Czyżby Pan Premier czekał na załamanie sondaży popularności? Czyżby czekał, aż Polacy odwrócą się do niego plecami?
Jeśli tak, owocem naszych wspólnych wysiłków wciąż będzie dobro, ale motywacją premiera Tuska jest jedynie podły koniunkturalizm.
Jeśli tak, owocem naszych wspólnych wysiłków wciąż będzie dobro, ale motywacją premiera Tuska jest jedynie podły koniunkturalizm.
Komentatorzy ostatniego z kaprysów Pana Premiera słusznie zwracają uwagę, że rozwiązania, które proponuje są wierną kopią propozycji SLD z 14 października 2005 roku. Nie zauważają jednak, że szanse na wprowadzenie słów premiera w życie i tak są marne. Dlaczego? Dlatego, że zgodnie z obowiązującym prawem, refundacja nie może objąć konkretnej metody leczenia, a jedynie szeroko rozumiane leczenie danego schorzenia. Innymi słowy, można finansować leczenie niepłodności, ale nie można finansować metody in vitro jako takiej. Propozycji premiera Tuska nie zaakceptuje zatem prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych, którego rekomendacja jest warunkiem koniecznym realizacji zapowiadanego programu. Wkrótce możemy też spodziewać się kontrofensywy PiS. Nie zamierzam podpowiadać Jarosławowi Kaczyńskiemu podstaw prawnych takiej kontrofensywy, ale proszę mi wierzyć – propozycja rządu dotycząca refundacji in vitro przygotowana została w sposób porażająco niechlujny.
HSR
