Sposób traktowania pedofilii przez polskich hierarchów robi wrażenie. Obrzydliwe wrażenie. Reformacja rodzi kontrreformację. Burzliwa historia Kościoła katolickiego XVI i XVII wieku pokazuje jak walka z hedonizmem i obłudą hierarchów może rozniecić ich nienawiść. Obawiam się, że historia może się powtórzyć.
REKLAMA
Papież Franciszek dokonuje rzeczy niezwykłych. Mówi prostym językiem o sprawach najważniejszych – o biedzie, nierówności społecznej, nienawiści i grzechach Kościoła. To ostatnie bardzo boli – przede wszystkim hierarchów.
Niedawne wypowiedzi Abp. Michalika oskarżającego dzieci o sprowadzanie księży na drogę pedofilii, czy też ks. Wojciecha Lipki z nonszalancją odnoszącego się do rozumienia „innych czynności seksualnych” są sygnałem zła. Dodajmy do tego słowa bp. Pieronka („(Pedofilia) była na świecie, jest i będzie. Żadna siła nie powstrzyma człowieka od tego, żeby korzystać z pewnych możliwości, jakie daje człowiekowi wolna wola i do czego pchają go namiętności. Przepraszam bardzo, ale świata nie zmienimy”), cokolwiek podejrzane zainteresowanie ks. prof. Longchamps de Berier bruzdami (a jakże!) dotykowymi i typowe dla ojca Rydzyka potraktowanie nagłośnienia pedofilii jako „ataku na Kościół”. Te słowa przerażają. Popularne ostatnio wśród hierarchów mówienie o „świętym Kościele grzesznych ludzi” jest niczym więcej, jak szukaniem taniego usprawiedliwienia własnej podłości. Wymuszane oburzeniem mediów dementi i pokrętna logika tłumaczeń zwiększają poczucie zniesmaczenia.
W takim kontekście katolicki sprzeciw wobec środków antykoncepcyjnych i edukacji seksualnej jest co najmniej podejrzany. Dzieci niechciane i pozbawione elementarnej wiedzy o własnej seksualności są najłatwiejszym celem działań pedofilskich. Czy tego chce polski Kościół? Powoli przestaje mnie to dziwić...
Przepaść między papieżem Franciszkiem, a znaczną częścią polskich hierarchów jest coraz większa. Skromność, prostota i pokora, ale też zdecydowanie papieża Franciszka w walce z rozpustą kleru dają ludziom coś bezcennego – nadzieję.
Nadzieję na to, że świat można zmienić – co bp. Pieronek (zapewne jak i inni „uczeni w Piśmie”) uważa za niemożliwe.
HSR
