W najbliższych dniach Sejm decydować będzie o losach referendum w sprawie sześciolatków. Pod wnioskiem referendalnym podpisało się niemal milion osób. Poprę ten wniosek – będę głosować za referendum.
REKLAMA
Argumenty przemawiające za referendum są dwojakiego rodzaju. Z jednej strony ściśle merytoryczne, a z drugiej – polityczne.
Reforma systemu oświaty została przygotowana byle jak. Wprowadzenie obowiązku szkolnego dla dzieci 6-letnich można by traktować poważnie, gdyby wszystkie szkoły spełniały warunki określone przez MEN. Tymczasem mało która szkoła warunki takie w całości spełnia.
Zdarza się, że przygotowane są sale lekcyjne, ale nieprzystosowane są toalety – dzieci idąc do łazienki muszą zabierać ze sobą specjalne „podesty”.
Zdarzają się klasy ponad 30-osobowe, w których najzwyczajniej nie sposób wydzielić specjalnego kącika do zabaw. Część szkół nie otrzymała funduszy na stworzenie placów zabaw lub przeprowadzenie koniecznych remontów.
Zdarzają się klasy, do których razem z sześciolatkami uczęszczają siedmiolatki – różnica wieku w takich klasach sięgać może niemal dwóch lat, co na tym etapie rozwoju dzieci stanowi przepaść.
Co ciekawe, nawet w przypadku szkół przygotowanych stosunkowo najlepiej, opinie dyrektorów i nauczycieli na temat wprowadzanej reformy były dość surowe. W ostatnim czasie odwiedziłam kilkadziesiąt szkół w regionie wałbrzyskim – większa część moich rozmówców postulowała, by warunkiem wysłania sześciolatka do szkoły była nie tylko zgoda rodziców, ale też pozytywna opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej.
Chcę wyraźnie podkreślić, że nie jestem przeciwnikiem reformy polegającej na objęciu dzieci sześcioletnich obowiązkiem szkolnym. Uważam jednak, że system oświaty wciąż nie jest gotowy na wprowadzenie takiego rozwiązania: zbyt wiele szkół wciąż nie spełnia koniecznych warunków, zbyt wielu nauczycieli wciąż poznaje specyfikę pracy z sześciolatkami.
Zgadzam się z opinią nauczycieli i dyrektorów szkół, że decyzja o wysłaniu sześciolatka do szkoły wciąż powinna należeć do rodziców, a jednym z warunków musi być pozytywna opinia poradni pedagogiczno-psychologicznej.
Druga kategoria argumentów za przeprowadzeniem referendum ma charakter polityczny. Referendum to jeden z filarów demokracji i symboli społeczeństwa demokratycznego, o którym tak ochoczo opowiada co jakiś czas premier Tusk.
Kwestionowane sensu referendum jest zatem stawianiem pytania o sens demokracji. Sprzeciw wobec idei referendum jest sprzeciwem wobec systemu demokratycznego.
Niedawno Sejm odrzucił projekt zmiany Konstytucji RP, w myśl której referendum byłoby obligatoryjne, jeśli tylko wniosek referendalny zyskałby poparcie miliona obywateli. Byłam za wprowadzeniem takiego rozwiązania i nie rozumiem, dlaczego posłowie reprezentujący ponoć wyborców z taką łatwością bagatelizują głos miliona osób.
Niedawno Sejm odrzucił projekt zmiany Konstytucji RP, w myśl której referendum byłoby obligatoryjne, jeśli tylko wniosek referendalny zyskałby poparcie miliona obywateli. Byłam za wprowadzeniem takiego rozwiązania i nie rozumiem, dlaczego posłowie reprezentujący ponoć wyborców z taką łatwością bagatelizują głos miliona osób.
Skoro takie rozwiązanie zostało odrzucone wciąż obowiązuje nas prawo, wedle którego Sejm może podjąć decyzję o przeprowadzeniu referendum, jeśli pod wnioskiem referendalnym podpisze się co najmniej 500 tysięcy osób.
Tym razem podpisów mamy niemal milion...
Lekceważenie tak silnego głosu sprzeciwu jest przejawem arogancji i przekonania o własnej nieomylności.
Lekceważenie tak silnego głosu sprzeciwu jest przejawem arogancji i przekonania o własnej nieomylności.
Za kilkadziesiąt godzin będę w Sejmie reprezentować tych, którzy chcą żyć w Państwie demokratycznym.
Poprę wniosek referendalny.
HSR
