Jacek Żakowski w wypowiedzi dla radia TOK FM wkracza na grząski grunt społecznej cenzury działań badawczych. Jego wypowiedź sugeruje, że kompetencja naukowa weryfikuje się wtedy, kiedy pracownik nauki mówi to, co mówi większość badaczy. W tym przypadku naukowiec z definicji nie może głosić tez odmiennych od przyjętych przez Światową Organizację Zdrowia.
REKLAMA
Przykład, poruszany w radiu TOK FM, dotyczy wypowiedzi profesora pedagogiki z Torunia, członka PAN, Aleksandra Nalaskowskiego, że mianowicie rodzice homoseksualni nie są w stanie przekazać dziecku w procesie wychowania właściwego wymiaru seksualnego. „Ten wymiar zawsze będzie wymiarem spaczonym, chorym, tak jak sam homoseksualizm jest chory" - mówił prof. Nalaskowski.
Jacek Żakowski nie pyta profesora o uzasadnienie tezy, że „rodzicie homoseksualni nie są w stanie przekazać dziecku w procesie wychowanie właściwego wymiaru seksualnego”, nie domaga się od naukowca oparcia tego stwierdzenia w jego własnych badaniach, ale sugeruje (być może jest po prostu nieprecyzyjny w swej wypowiedzi), że wystarczającą podstawą do takiego potępienia jest to właśnie, że jest mniejszościowe. To argument wątpliwy.
Nie powinno się formułować tez wartościujących jakieś stwierdzenia, zanim się nie wyjaśni, czy głoszący je naukowiec dysponuje ich poprawnym merytorycznie potwierdzeniem. Być może ma on przecież w zanadrzu nowe, nieznane dotychczas badania, które zmieniają postać rzeczy. Dochodzi tu do błędnego koła w rozumowaniu – domagamy się od instytucji naukowych (w tym przypadku od PAN-u), by dyscyplinowały swoich pracowników – co możliwe jest jedynie na podstawie stwierdzenia nierzetelności badań, lub ich braku – a równocześnie sami gubimy z oczu tę podstawową zasadę działania naukowego, nie domagając się uzasadnienia, kierując się jedynie własną intuicją, silnym przekonaniem uznanym za oczywistość.
Tymczasem karcenie przez opinię publiczną, groźba społecznego wykluczenia, napiętnowania, jak wszędzie, gdzie funkcjonują mechanizmy cenzury, prowadzić musi z konieczności do autocenzury badaczy, mechanicznego nie wchodzenia w tereny podminowane. Tworzy to niezdolność do stawiania hipotez wbrew opinii publicznej. A przecież jest kilka terenów badawczych, na które naukowcy boją się wkraczać, jako że są one politycznie niepoprawne, i ich stwierdzenia mogłyby być społecznie szkodliwe.
Owszem sposób wypowiadania drażliwych kwestii, i pewnie w tym kierunku miało być skierowane główne ostrze krytyki Żakowskiego, może być obarczona skazą uprzedzeń, budować niechęć, czy też wrogość wobec grup społecznych. To jest naganne w systemie etycznym, który budzenie niechęci, wrogości czy nienawiści społecznej uznaje za zło.
Ponadto można podejrzewać, że profesor Nalaskowski nie dysponuje potwierdzeniem badawczym swoich stwierdzeń, bo ich nie przedstawia. I rzeczywiście wygłaszanie przez naukowca tez bez potwierdzenia kompromituje go. Ale najpierw trzeba zacząć domagać się uzasadnienia.
Inna rzecz (tutaj podzielam krytykę Żakowskiego) to stwierdzenie badacza z Torunia, że „homoseksualizm jest chory”. To bowiem w ogóle nie jest tezą badawczą, tylko wartościującą. Słowo „chory” użyte jest w potocznym sensie, jako rodzaj przygany, lub nawet wyzwiska, w rodzaju: „jesteś chory”, „oszalałeś” itp. Taka wartościująca opinia musi być odbierana jako teza głosząca, że grupa społeczna gejów to ludzie z natury mający niższą wartość ludzką, posiadający w sobie jakby mniejszy poziom człowieczeństwa, i dlatego z natury nie zdolni do pewnych społecznych funkcji, w tym przypadku wychowania dzieci.
Naturalizm biologistyczny, charakterystyczny dla oświeceniowych teorii etycznych ma tutaj zastosowanie. Na marginesie, także walka ministra Gowina z konwencją w sprawie ochrony kobiet stąd się bierze. Gowin, filozof przecież bardziej, niż prawnik, nie uznając funkcji bycia kobietą i mężczyzną za zjawisko społeczne (kulturowe), naturalizuje je w duchu oświeceniowego rozumienia prawa naturalnego, jako prawa biologicznego. Zapomina przy tym, że zastosowanie tych teorii naturalistycznych miało także zastosowanie w ideologii głoszącej wyższość rasy niemieckiej, niższość żydowskiej itp. Filozof Gowin myli się jednak, jak sądzę, twierdząc, że taki naturalizm ma coś wspólnego z prawem naturalnym, głoszonym za Tomaszem z Akwinu w Kościele katolickim. Katolickie prawo naturalne jest prawem etycznym, a więc nie należy do porządku biologicznego, ale kulturowego i jako takie nie ma biologicznej podstawy (antropologia katolicka uznaje w człowieku istnienie wymiaru duchowego – tzw. nieśmiertelnej duszy – nieredukowalnego do cielesności).
To pomieszanie biologistycznego prawa naturalnego oświeceniowych badaczy z tomistyczną koncepcją prawa naturalnego, do dziś wyrządza wiele szkody katolickiej nauce, która nie potrafi tego odróżniać. Gowinowi także to się myli, oddaje zbyt wielką cześć determinizmowi biologistycznemu (biologicznemu, deterministycznemu wpisaniu w rolę społeczną). To jest sprzeczne ze stanowiskiem większości antropologów kultury, którzy w przeciwieństwie do Gowina, dysponują dużą paletą argumentów. Wydaje się też, iż taka biologistyczna redukcja narusza przyjętą w Europie zasadę szacunku dla ludzkiego bytu, wyrażaną w formule o ludzkiej godności.
Wracając do Nalaskowskiego. Jego sformułowanie, iż homoseksualizm jest chory, trzeba uznać nie za tezę naukową, ale za wartościowanie negatywne, co w społecznym odbiorze jest wyrażeniem niechęci, a więc podzieleniem się z opinią publiczną swoją niechęcią, czyli, idąc dalej, tworzeniem wspólnoty niechęci wobec gejów. To zaś jest czymś nagannym w systemie etycznym, który dominuje dziś w Europie, głoszącym, iż budzenie niechęci i wrogości do innych grup społecznych jest złem moralnym.
Ten system wartości jest w Europie czymś nowym, przyjętym po drugiej wojnie światowej, przede wszystkim po doświadczeniach nienawiści wygenerowanej przez nazistów, która doprowadziła do zagłady europejskich Żydów. A jeśliby ktoś potrzebował uzasadnienia w wartościach chrześcijańskich tej nowej europejskiej etyki społecznej piętnującej budzenie niechęci dla odmiennych grup przynależności, wystarczy, że zajrzy do tekstów Ewangelii, gdzie mamy choćby piękną formułę „nie sądźcie a nie będziecie sądzeni”, „dlaczego widzisz drzazgę w oku bliźniego, najpierw wyjmij belkę ze swojego oka”. „Niewiasto, i nikt ciebie nie potępił, i ja ciebie nie potępiam”. Warto przypomnieć sobie rozmowę Jezusa z obcym, czyli Samarytanką, będącą reprezentantką narodu potępianego przez judejczyków. Są jeszcze błogosławieństwa dla tych, którzy wprowadzają pokój, a także nauka o tym, że należy nadstawiać policzek, oddawać szatę, nie ma zaś wskazań, że należy kopać (osądzać) bliźniego itp. Niestety te sformułowania są na tyle niewygodne dla papierowych głosicieli chrześcijańskich wartości, że skrzętnie je pomijają.
Badanie naukowe, nawet w pedagogice, wyklucza wartościowanie, bo „jak ma być”, jak chcemy żeby było, to zupełnie inna kwestia, aniżeli uzasadnianie „jak jest”. Nazywamy to obiektywizmem. Wartościowanie, a więc owo wyrażenie życzenia, jest tym, co najbardziej zakłóca bezstronność badacza. Można to porównać do sędziego, który chce, żeby końcowy wyrok był zgodny z tym, co sobie wyobraził, czy zaplanował.
W ten oto sposób trzeba by uzupełnić wypowiedź Jacka Żakowskiego w radiu Tok Fm.
