Jest taki mały tekścik polskiego filozofa Romana Ingardena O dyskusji owocnej słów kilka. Bezcenna nauka. Nasze życie publiczne zyskałoby, gdyby choć tylko niewiele z tego czym powinna być dyskusja trafiło pod strzechy polityków, dziennikarzy, ekspertów.
REKLAMA
Tekst Ingardena znajduje się na końcu jego Książeczki o człowieku, dostępny jest również w internecie.
Autor zastanawia się co powinno być celem dyskusji. Otóż nie tyle pokonanie przeciwnika, co jest dyskusją jałową, a nawet nie przekonywanie go do własnych racji, ale wyłącznie chęć lepszego zrozumienia. Chcę zrozumieć lepiej co chcesz powiedzieć, jak widzisz świat, jakie są twoje argumenty na rzecz bronionych przez ciebie twierdzeń. Chcę cię zrozumieć, chcę zrozumieć innych ludzi.
By zrozumieć argumenty drugiego, potrzeba, by ten te argumenty przedstawiał. To druga strona medalu - rzetelna argumentacja na rzecz własnych tez, a nie wygłaszanie opinii, których nie potrafi się uzasadnić.
Rzetelna dyskusja to jest kwestia, nie bójmy się tego słowa, ETYCZNA. To jest postawa moralna. Są tacy, którzy nie uznają tej wartości, nie interesuje ich zrozumienie drugiego, ale jedynie chęć przekabacenia go na własne pozycje, albo ośmieszenia, albo co tam jeszcze... W moim systemie etycznym są to zachowania niegodziwe, niemoralne, niewłaściwe, które oceniam negatywnie. Dlaczego - bo szkodzą, wywołują niechęć i wrogość. Zamiast sprzyjania drugiemu człowiekowi i życzliwości, a nawet chęci pomocy. Negatywny skutek, jakim jest tutaj wzmacnianie niechęci publicznej, wrogości, nieżyczliwości, jest zadawaniem cierpienia, i oceniam to jako niemoralne.
To jest etyczne minimum, na które warto by się zgodzić w całym społeczeństwie: nie zadawanie niepotrzebnego cierpienia.
Posłanka Kempa chce zrozumieć posła Palikota i vice versa. Katolicy chcą zrozumieć niekatolików, a nie chcą ich nawracać na swoje pozycje. Niekatolicy słuchają uważnie katolików, starając się wniknąć w ich świat religijnych przekonań, bez tłumaczenia im nachalnie, że we wszystkim się mylą. A wszyscy razem nie chcą własnej wizji narzucać innym przy pomocy publicznego piętnowania, albo i pomocy prawa karnego.
Jałowość i uciążliwość naszego życia publicznego ma w tym przede wszystkim źródło, że rozmówcy nie zamierzają przyjmować żadnych argumentów drugiego, nie czują się zobowiązani uzasadniać rzetelnie własne stanowisko. Zakleszczają się jedynie, i w tym zakleszczeniu pojękują mechanicznie, to samo powtarzając, lekceważenie, albo i pogardę dla rozmówcy w eter nadając.
