Nie wiem czy mamy restrykcyjne czy liberalne prawo w ustawie antyalkoholowej, sądzę jednak, że rosnące jak grzyby po deszczu sklepy alkohole 24, są pewną przesadą.
REKLAMA
Widać to zwłaszcza w Krakowie, gdzie co kilkaset metrów mamy taki przybytek pod nazwą Planeta. Alkohol rzecz ludzka, nie mam podstaw, by coś złego na ten temat powiedzieć. Ale może jednak jakieś ograniczenia byłyby korzystne. Jeśli słyszę młodzież wracającą o 6 rano z imprezy, zaglądającą do Planety, by jeszcze jedno piwo dokupić, to myślę sobie, że młodzież nie robiłaby tego, gdyby Planety nie było. I może lepiej, gdyby tego nie robiła, skoro niewątpliwie już swoje przez całą noc wypiła.
Podobnie, gdy myślę, że wieczorem wstawieni wypiliby co mają, i poszliby spać, a nie gonili do Planety, w poczuciu dojmującej potrzeby, by się zaprawić na umór. Z piciem, wiadomo, jak z jedzeniem, apetyt rośnie w miarę...
Nie chodzi mi o to, żebyśmy mieli tu mieć Szwecję. Warto może jednak mieć wzgląd na ludzką ułomność, która działa wedle prostej zasady: czego oczy nie widzą...
