Czytam rozmaitości o szczycie Unii Europejskiej i nie mogę ukryć wzruszenia. Oto rządy rozmaitych państw spotykają się, negocjują. Nie przygotowują wojen, nie chcą totalnej dominacji jednych nad drugimi. Gdyby przyjrzeć się historii ostatnich kilkuset lat w Europie, historii wojen, przemocy, zdrad, dominacji, obecna współpraca państw od zawsze zwaśnionych jest niczym sen, żywa utopia.
REKLAMA
Nie zapominajmy o historii, bo historia nie koniecznie zawsze jest przeszłością, lubi się powtarzać. Uczmy się, wyciągajmy wnioski, skoro historia to magister vitae est. Pieniądze bogatszych państw przekazywane biedniejszym - to jest sprzeczne z wszystkim co dotychczas wiedzieliśmy o funkcjonowaniu polityki międzynarodowej. Owszem, silniejsi rabujący, eksploatujący słabszych - to byłoby naturalne. I tak ciągle dzieje się w świecie. Silniejsi po to są silniejsi, żeby być silniejsi i z tego korzystać.
Tymczasem niegdysiejsi wrogowie, z których w XX wieku wszyscy w wojnach stracili miliony ofiar w pierwszej i drugiej wojnie światowej, razem jedzą kolacyjki, oswajają się ze sobą, rozmawiają, może nawet kolegują, dyskutują jak najlepiej podzielić pieniądze, jak zbudować wspólną silną Europę. Cud, to jest permanentny cud. To nie jest normalne, to jest wbrew ludzkiej naturze. Owszem, wylicza się, iż wspólnie będzie większy interes. Ale nie byłoby trudno przedstawić inne wyliczenia, że osobno poszczególne kraje zyskałyby więcej. Liczy się to, co się założy, a to co się zakłada, to przyszły rozwój. Mówienie o przyszłości to raczej kompetencja wróżki. Najpierw więc jest decyzja etyczna, aprioryczne założenie, a za tym dopiero posłusznie wyliczają ekonomiści, co im się do wyliczenia zleci. O tym wspólnym projekcie mówi jak zwykle kompetentnie i ciekawie Róża Thun, nasza europarlamentarzystka w wywiadzie dla Krytyki Politycznej: wiele informacji, o które gdzie indziej trudno.
Tak więc niech nam żyje Unia Europejska! Nie wstydzę się tych uczuć, choć uczucia, jak to uczucia, bywają często czymś wstydliwym.
