Episkopat jest przeciwny podpisaniu konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet. Powinno to dziwić, chyba że nie dziwi. Argumenty episkopatu są dziwaczne. Sprzeciwiają się między innymi tezie, że płeć jest funkcją określaną kulturowo. Episkopat domaga się potwierdzenia, że płeć jest determinowana biologicznie. Może rzeczywiście trzeba napisać biskupom wprost, że kobiety mają waginy a mężczyźni penisy. Czy jednak musi to być koniecznie zawarte w traktacie międzynarodowym.
REKLAMA
Stanowisko episkopatu relacjonowane jest między innymi tutaj. Nie da się zaprzeczyć istnienia kulturowych ról bycia mężczyzną i kobietą. To oczywista oczywistość, cała historia ludzkości o tym świadczy, jeśli mieliśmy gdzieś przemoc wobec kobiet wynikała ona z kultury, do dziś w wielu krajach z uwagi na religijne przekonania kobieta jest okaleczana, uważana za własność męża itp. Wszystkie kultury sprzed okresu oświecenia były kulturami sterowanymi przez religijno-magiczny obraz świata, i to on decydował o pozycji kobiety, a ściślej - degradował jej pozycję. To jest elementarz wiedzy z historycznej, kulturoznawczej, socjologicznej, psychologicznej itd. Episkopat występując przeciwko kulturowemu definiowaniu płci jest zarazem przeciwko tej olbrzymiej gromadzonej od wieków wiedzy. Staje na pozycji ignoranta.
Pytanie skąd upór naszych duchownych, sprawiający między innymi, że tak długo rząd polski nie potrafił zdecydować się na przyjęcie tego traktatu. Odpowiedź jest prostsza, niż może się wydawać. Właśnie czytam ciekawą książkę "Sprawa papieża", autorem jest sędzia Geoffrey Robertson uznany na całym świecie specjalista z zakresu prawa międzynarodowego i praw człowieka (zasiadał w międzynarodowym trybunale rozliczającym zbrodnie wojenne w Sierra Leoneo). Książka ukaże się pod koniec stycznia w wydawnictwie Czarna owca. W książce autor rozważa prawne możliwości oskarżenia papieża o "odpowiedzialność przywódczą" w zbrodni przeciwko ludzkości, jaką były ukrywanie przestępstw seksualnych duchownych.
Wymowna jest konstatacja autora książki, jak wiele konwencji o ochronie praw człowieka Watykan odmówił podpisania. Jakby był ogólnie przeciwko prawom człowieka, wbrew pięknym deklaracjom, przemówieniom JPII w ONZ itp.: "Tym, co demaskuje hipokryzję Watykanu jako aktora stosunków międzynarodowych, jest fakt, że w ogóle nie działa on na rzecz praw człowieka. Widać to, ponieważ Stolica Apostolska nie podpisała wszystkich traktatów dotyczących praw człowieka z wyjątkiem Konwencji o zakazie tortur (podpisała ją jednak z zastrzeżeniami) i Konwencji praw dziecka, którą tak skandalicznie pogwałciła (nie chroniła dzieci tak jak wymagała tego konwencja utajniając kwestię przestępstw seksualnych księży, nie przesłała nigdy obowiązkowych sprawozdań, dop. wł.). Liczba konwencji, które odrzuciła, jest zdumiewająca: są wśród nich dokumenty kluczowe dla poszanowania praw człowieka na świecie – Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych – zawierający Protokół Fakultatywny, wprowadzający instytucje sądownicze, przed którymi odpowiadają państwa; Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych (bez podpisania tej konwencji Stolica Apostolska nie powinna była nigdy otrzymać członkostwa w Radzie Gospodarczej i Społecznej, w której tak aktywnie zabierała głos), Konwencja w sprawie Pracowników Migracyjnych (to ciekawe z uwagi na masowy przerzut księży), Konwencja Praw Osób Niepełnosprawnych (mimo wszelkich zapewnień o poszanowaniu dobra niepełnosprawnych), Międzynarodowa Konwencja o Ochronie Wszystkich Osób przed Przymusowymi Zaginięciami (wprowadzona, by zmierzyć się z problemem szwadronów śmierci utrzymywanych przez prawicowych przywódców wojskowych, którym Kościół jakoś nigdy nie groził ekskomuniką), Konwencja o niestosowaniu przedawnienia wobec zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości (co dziwi jeszcze bardziej, jeżeli weźmie się pod uwagę nalegania na wprowadzenie przedawnienia dla zarzutów wobec księży pedofilów) oraz – co chyba oczywiste – Konwencja w sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet. Odmowa podpisania tej ostatniej odzwierciedla wielowiekową tradycję nauczania Kościoła, opartą – zdaniem Cherie Booth, adwokatki królowej brytyjskiej – na „[…] przekonaniu, że kobiety są w pewien sposób gorsze. W Kościele nadal nie traktuje się kobiet z należnym im szacunkiem” . Benedykt XVI miał do tej pory ponad pięć lat na zastanowienie się, czy podpisać te konwencje".
Niech więc będę bezczelny. Może biskupi polscy są przeciw tej konwencji, wymyślają dziwaczne argumenty, ponieważ mają takie instrukcje od nuncjusza. Instrukcje, wobec których obowiązuje ich posłuszeństwo: Roma locuta causa finita. To wyjaśnia dobrze nieudolność argumentacji, przygotowanej pobieżnie, dziwacznej.
Ciekawe byłoby pytanie czy i jakie były naciski Watykanu na rząd polski w tej kwestii. Musimy w tej materii poczekać na kolejną partię dokumentów Wikileaks.
***
Jeśli ta konwencja może być zinterpretowana tak, że dopuszcza małżeństwa homoseksualne, to jaki to jest problem w porównaniu z istniejącą na całym świecie przemocą wobec kobiet? Gdzie tu proporcje? Gdzie tu przyzwoitość? Homofobiczna obsesja przeciwko dramatycznym sytuacjom występującym na całym świecie. Tymczasem i bez tej konwencji państwa tworzą ustawodawstwo dla małżeństw homoseksualnych (ostatnio Francja i jeden ze stanów w USA).
Mówią biskupi, że prawa kobiet można chronić bez konwencji. Czy można większe głupstwo wypowiedzieć? To może Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948 roku też jest niepotrzebna, może w ogóle międzynarodowe konwencje są niepotrzebne? To są niepoważne argumenty, ci którzy je wysuwają, ośmieszają się, stawiają poza cywilizowanym światem. Międzynarodowe umowy są często jedynym narzędziem wpływu na państwa dyskryminujące w sposób barbarzyński rozmaite grupy społeczne.
Całość tej sytuacji rzuca światło na wiele niezrozumiałych decyzji Watykanu i polskiego episkopatu. Są one nierzadko rezultatem prowadzonej przez dyplomację watykańską polityki, nastawionej na poszerzanie własnych wpływów w międzynarodowych instytucjach, podnoszenie swojego statusu politycznego, ochrony własnych interesów i tzw. dobrej opinii o sobie (ukrywanie przestępstw seksualnych tym jest w dalszym ciągu motywowane). Pycha Watykanu nie pozwala mu podpisywać takich zobowiązań. To on bowiem ma wyznaczać prawo, a w żadnej mierze nie zamierza być poddawany międzynarodowemu nadzorowi. O tym i o wielu innych kwestiach można przeczytać w pasjonującej książce Robertsona.
