Wiele ofiar przestępstw seksualnych księży boi się o tym mówić, nie chce o tym mówić, nie chce o tym myśleć. Jest zgnębiona i zastraszona, przez otoczenie, przez duchownych.
REKLAMA
Nie należy póki co spodziewać się od naszego episkopatu, że stworzy komisję zaufania, do której ofiary mogłyby zgłaszać swoje krzywdy, która to komisja miałaby procedurę zadośćuczynienia skrzywdzonym i ukarania krzywdzicieli. Takie komisje powstały w niektórych diecezjach amerykańskich. Tam jednak ogrom kar finansowych i zagrożenie bankructwem popchnęło hierarchów do działania. Nasi hierarchowie, zadowoleni, nie widzą takich zagrożeń. Stąd pomysł Palikota ma swoje znaczenie. Potrzeba instytucjonalnej grupy (komisji), złożonej z psychologów, prawników, niezależnych duchownych (tj. nie mianowanych przez hierarchię), szczerze zaangażowanych w rozwiązanie problemu. Taka komisja, mając wystarczające zaufanie społeczne, dysponując jasnymi procedurami działania, zachęcałaby ofiary pedofilii księży i nie-księży, do ujawnienia swoich dramatów. Pytanie, kto jest władny taką komisję utworzyć. Państwo jest niechętne i niewiarygodne, bo kierujące się bardziej interesem politycznym, a nie społecznym dobrem. Tym bardziej niewiarygodne są partie polityczne. Może więc organizacje zawodowe, psychologów, prawników, pomocy społecznej?
