Wszyscy jesteśmy pacjentami jednego wielkiego szpitala. Każda nasza sytuacja życiowa, intelektualna, duchowa jest jakąś odmianą stanu chorobowego. Jeśli sytuacja trudna, to depresja, jeśli przeciwnie, to psychotyczna euforia. W sieci pojęć stosowanych w naszej kulturze zanika stan normalności, nie sposób nie być psychologicznym przypadkiem. Nie ma zdrowych, są tylko nie dokładnie przebadani.

REKLAMA
Pewne kategorie dominują w codziennym użyciu w odniesieniu do głównych sfer naszego życia. Oprócz - mimo wszystko - zanikających kategorii religijnych (grzech, łaska, wina, zbawienie), żywotne są coraz bardziej kategorie medyczne i psychologiczne.
Mamy w naszych czasach z postępującą medakalizacją opisu ludzkiego życia. Pisał o tym ostatnio Tomasz Stawiszyński w Krytyce Politycznej w kontekście wiadomości dnia, że wedle prof. Zimbardo milion polskich dzieci jest w depresji. Dzieci więc są w depresji (co jest kategorią medyczną, daje się na to lekarstwa), a nie mają społecznych i emocjonalnych problemów rozwojowych, o złożonej etiologii. Podobnie pochopnie wynajduje się dla ludzkich decyzji kategorie psychologiczne. Jeśli ktoś podejmuje kontrowersyjną decyzję sięgamy coraz łatwiej do takich wyjaśnień.
Ostatnią ofiarą takich zabiegów stał się prof. Tomasz Polak (dawniej Węcławski). W Gazecie Wyborczej opisano jego drogę, poszukując przyczyn jego wyborów (przypominam, prof. Polak, wcześniej ceniony teolog katolicki, przestał być duchownym, wystąpił z Kościoła katolickiego). I oczywiście nie mogąc poważnie potraktować tego, co mówi, to by było zbyt proste, odnaleziono kategorie psychologiczne. Zawiódł się, rozczarował, nabawił urazu. Te motywy autorce tekstu Katarzynie Wiśniewskiej podpowiada nie podany z nazwiska ksiądz. Tak zwane motywy "ludzkie", a więc proste schematy psychologiczne, stają się z reguły ostateczną wyrocznią.

Nie ma już człowieka, który działa, myśli, odkrywa nowe rzeczy, a więc także zmienia swoje widzenie rzeczy (w przypadku prof. Polaka jego zmiana poglądów była związana między innymi ze studiami nad historycznym procesem ubóstwiania Jezusa w drugiej połowie pierwszego wieku pośród chrześcijan, mówiąc prosto: Jezus nie uważał, że jest bogiem, doszli do tego chrześcijanie pod koniec pierwszego wieku).
Tego typu intelektualne odkrycia nie mogą być podstawą decyzji życiowych. Źródłem musi być zawsze coś innego: uraz wynikający z konfliktu (w tym przypadku dotyczący sprawy seksualnych nadużyć bpa Paetza). Jednostka nie może być potraktowana serio, musi być sprowadzona do motywów irracjonalnych: pretensji, żalów, rozczarowań itp.
Ten sposób myślenia staje się uniwersalny. Jedna z najbardziej istotnych zmian w naszej kulturze to wszechobejmująca psychologizacja - wszyscy jesteśmy pacjentami, psychologicznymi przypadkami. Skutkiem jest pogłębiająca się infantylizacja - wszyscy jesteśmy dużymi dziećmi. Dawno dawno temu w prorockiej niejako wizji Gombrowicz nazywał to upupianiem.
Jeśli wszyscy jesteśmy tylko dużymi dziećmi, no to trzeba nam organizować życie społeczne na wzór przedszkola. Dobrze wszystko zaaranżować, gry i zabawy, leżakowanie, dobre żywienie, spacer. Najmniej ważne jest to, co obywatel sam uważa.
Obywatel nie ma cokolwiek uważać, bądź też nie uważać, powinien się cieszyć, że jest ciepło w domu, i miska w miarę skromnych naszych możliwości, zapełniona. I ma się słuchać, stosować do lekarskich wskazań, co robić, czego nie robić. Nie powinien się wtrącać w ustalanie tego, co dla niego dobre, a co nie jest dobre. A już zwłaszcza nie powinien ośmielać się samemu ustalać co jest moralne, a co niemoralne. To nie jego sprawa. Ma się słuchać wskazań lekarzy duszy i lekarzy od emocjonalnych urazów.
A jeśli się buntuje? No to mamy trudny przypadek, pacjent stawia opór. Jakie są źródła tego oporu, jakie urazy go powodują, w jaki sposób można by go z tego wyleczyć? Część naszej kultury sprzysięgła się, by wyleczyć człowieka z człowieczeństwa.