Rozczarowanie, rozżalenie. Papież nie wystąpił w obronie prześladowanych, nie spotkał się z dysydentami, rozmawiał z Castro jakby byli kolegami.

REKLAMA
Już sami nie wiemy co myśleć na ten temat. Jakaś niefrasobliwość, nieudolność dyplomacji watykańskiej. A może sojusz? Niejasność zachowania każe snuć rozmaite domysły. Dlaczego papież w żaden sposób nie zaznaczył swojego dystansu wobec bandyckiej szajki Castro. Rozmawia z nimi serdecznie, żartuje o starości. A ludzie w nędzy, całe pokolenia, w więzieniach, szantaż i zastraszanie jako główna więź społeczna. Więcej na ten temat tutaj.