Komentarz do codziennychwydarzeń, tego co właśnie teraz się dzieje, zalewa nas niczym potop. Natłok informacji wdziera się wszędzie, bez pardonu, absorbując uwagę coraz bardziej oszołomionych widzów, słuchaczy, czytelników - z wyjątkiemi może tych, którzy, jak twierdzą, nie oglądają telewizji, nie słuchają radia (nawet TOK FM) nie czytają gazet, albo wręcz (co rzadsze), nie wałęsają się po internetowych stronach. Czy warto dorzucać do tych setek tysięcy głosów jeszcze jeden głos, generując obezwładniający szum informacyjny, niczym jakaś glosolalia na charyzmatycznym spotkaniu?

REKLAMA
Można spojrzeć jednak inaczej. Ogrom wypowiedzi jakiś kształt przybiera, tworzy coś nowego. Nieznana wcześniej masowość wymiany informacji sumuje się. Co więcej, staje się baromterem społecznej świadomości. Jak w starożytnej greckiej polis na głównym placu miasta - jest miejscem zajmowania własnego stanowiska w formie rozmaitych retorycznych popisów; choć z braku wyobraźni rządzących nie jest to jeszcze miejsce podejmowania obywatelskich decyzji w sprawach publicznych.
Czas płynie szybko. Do niedawna cały właściwie monopol zarządzania tym, co myśli obywatel państwa, był w rękach instytucji państwowych, edukacyjnych, a w krajach religijnych, także instytucji kościelnych. Media zaś pełniły (albo przynajmniej powinny pełnić) funkcję pośredniczącą. Rozwój komercyjnej reklamy kazał podzielić się tortem wpływu na ludzką świadomość z biznesem. Dzięki temu wiemy czego nam potrzeba, co lubimy, co nam smakuje, jak się ubierać itd.
Internet wprowadza nowy filar wpływu, emancypacyjny, nie do ogarnięcia dla wcześniejszych graczy. Gusta i opinie kształtowane są poza głównymi ośrodkami władzy. Owszem, także na forach i w innych miejscach biznes chce dyskretnie sufłować co dobre, a co złe; nie da się ukryć nieudolności państwa w tej dziedzinie, łatwo zaś dostrzec nienajgorszą sprawność Kościołów. Jest to jednak przestrzeń zbyt ogromna, trudno zdobyć w niej dominującą pozycję. Tymczasem oddolne opinie mogą dziś zmienić bieg wydarzeń, szybko stają się opiniami tysięcy, lub milionów. Widzieliśmy to w Libii, widzimy to w Polsce w sprawie ACT-a.
Oczywiście sztuką jest poruszać się w takim gąszczu, wychwytywać rzeczy ciekawe, czynić je słyszalnymi . Zyczę, żeby natemat.pl się udało. By natemat.pl stanowił, jako nowe medium, katalizator wymiany opinii, kształtowania postaw, czegoś wspólnego dla nas wszystkich.