Tak złych stosunków na linii Rosja a USA i UE nie było od lat. Czy jesteśmy świadkami początku nowej zimnej wojny?
Tak złych stosunków na linii Rosja a USA i UE nie było od lat. Czy jesteśmy świadkami początku nowej zimnej wojny? Fot. Shutterstock.com

No i doczekaliśmy się. Nadeszła kolejna polityczna epoka lodowcowa. Po ponad dwudziestu pięciu latach względnie normalnych stosunków na linii Wschód-Zachód, przywódcy Rosji i USA, używając młodzieżowego żargonu, znów strzelili na siebie focha. Prawdę mówiąc, można się było tego spodziewać i to była jedynie kwestia czasu, kiedy Putin i Obama skoczą sobie do przysłowiowych gardeł.

REKLAMA
Putin się gniewa
Po zerwaniu przez Rosję umowy z USA o niszczeniu zapasów plutonu oraz zawieszeniu przez Biały Dom negocjacji z Kremlem odnośnie działań w Syrii, już chyba nikt nie ma złudzeń, że coś jest na rzeczy. Niektórzy przewidują w tym nawet zaczątek do wybuchu III wojny światowej. Moskwa obraziła się również na NATO, upatrując w Sojuszu Północnoatlantyckim wroga zewnętrznego nr 1, który, jak uważa Putin, zagraża suwerenności Rosji budując swój potencjał militarny przy jej granicach. Takie stwierdzenia padły z ust Władimira Władimirowicza na 20. Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Petersburgu. Tylko, kto tu jest agresorem, a kto ofiarą? Jakoś trudno jest mi nadać Rosji status pokrzywdzonego mocarstwa, patrząc na dzisiejsze realia geopolityczne.
Na rozstaju politycznych dróg
Punktem zapalnym i zarazem kulminacyjnym w napiętych relacjach na linii Waszyngton-Moskwa, jest bezsprzecznie Syria. Nawet Daesh nie było w stanie zjednoczyć we wspólnej walce obu mocarstw. Każdemu było nie po drodze w lansowaniu wspólnej strategii na Bliskim Wschodzie. Obama starał się bronić rękami i nogami przed koniecznością interwencji militarnej w tym regionie. Putinowi z kolei zależało i nadal zależy na utrzymaniu za wszelką cenę reżimu Asada. Tak więc, taki mariaż nie mógł się udać.

Imperialny niedźwiedź budzi się z letargu
Jakby na to nie patrzeć, abstrahując nawet od wydarzeń mających miejsce w Syrii, finalnym efektem, do jakiego dąży putinowska Rosja, jest wywołanie w zachodniej demokracji chronicznego niepokoju przeradzającego się z czasem w permanentny strach. Rosja to stan umysłu, głównie jednego człowieka. Jak to stwierdził sam Putin: „kto nie tęskni za Związkiem Radzieckim, ten nie ma serca”. Jeśli Moskwa chce zrealizować swój plan wskrzeszenia dawnego imperium opartego na granicach słowiańsko-bałtyckich, to mieszkańcy Ukrainy, Białorusi, Łotwy czy też Litwy raczej nie mogą spać spokojnie. A Polska? My znajdziemy się wtedy na pierwszej linii frontu.
Źródło: