Ostatnio siedząc w domu, przełączałem kolejne kanały telewizyjne w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby zabić największego wroga ludzkości – wirus nudy. Wiecie, znudzonym ludziom często przychodzą do głowy dziwne pomysły: pucze, szóstka weidera, czytanie Chłopów albo wycieranie kurzu z górnych szafek. Na szczęście w grającym pudle znalazłem coś, do czego zawsze chętnie wracam, a mianowicie TAXI Luc’a Besson’a. Uwielbiam ten film przynajmniej z trzech powodów: 1) bo jest infantylnie zabawny, 2) bo nie trzeba myśleć jak się go ogląda, 3) bo John Wayne w białym kapeluszu przybiera postać Peugeota 406, a złe charaktery to zawsze jacyś wredni obcokrajowcy (Mercedes W124 500E albo Mitsubishi Lancer Evolution VI).

REKLAMA
No i oczywiście są jeszcze statyści – dziesiątki rozbijających się Peugeotów, Citroenów i „Renówek”, które giną jak komary po Mudze. Problem w tym, że ja nigdy nie chciałem być Johnem Waynem ani tymi biednymi ludźmi, których bronił. Zawsze chciałem być tym złym, który był głośniejszy, miał fajniejszy rewolwer i szybszego konia – krótko mówiąc chciałem być Mercem albo Evo, bo one miały to coś, czego te biedne francuskie autka nie miały.
logo

Życie pisze jednak zawsze najlepsze scenariusze i pierwszym autem jakie przyszło mi testować w tym roku była najnowsza, V już generacja Renault Clio. Pomyślałem: w sumie fajnie, przynajmniej nie stracę prawa jazdy i pozostanę bliżej rzeczywistości. Będę tym statystą, którego po kilkusekundowym sekundowym epizodzie w głębi planu, wspomina cała rodzina przez następne trzy pokolenia. Jedziemy.
NIE PRZEJADĘ NIEZAUWAŻONY.
Testowy egzemplarz był w kolorze zwanym Orange Valencia. Szczerze, pomyślałem sobie wtedy złośliwie - francuska precyzja i hiszpański temperament, ale kiedy zobaczyłem go na żywo, to przeszło mi przez głowę tylko tyle, że chciałbym widzieć więcej takich kolorów na ulicy, bo dość już mam tej szarzyzny i perłowej bieli. Jest po prostu świetny i nie wyobrażam sobie tego auta w innej tonacji.
logo

W dowodzie rejestracyjnym najnowszy czterocylindrowiec Renault, czyli 1,3 TCe, o mocy 130 KM połączony z dwusprzęgłowym, 7 stopniowym automatem EDC. Brzmi, dobrze, bo taka moc, samochodzie segmentu B, z założenia lekkim i zwinnym zwiastuje niezłą dynamikę, a automat w mieście sprawdzi się idealnie.
DOKŁADNIE TEN SAM MOTOR ZNAJDZIEMY POD MASKĄ
NAJNOWSZEGO MERCEDESA KLASY A.
Ale - jako, że posiadacze samochodów, podczas ich użytkowania, spędzają 99% czasu w ich wnętrzu (chyba, że macie Jaguara z lat 80, to wtedy raczej w warsztacie), byłem mega ciekaw i jeszcze bardziej zestresowany tym jak będzie wyglądało wnętrze nowego Clio. Skąd te obawy? Przypomniałem sobie swój kurs na prawo jazdy, który robiłem na Clio III generacji. Zdałem za pierwszym razem, bo tak bardzo nie chciałem już więcej patrzeć na deskę rozdzielczą tego auta, choć będąc fair, z zewnątrz, jak na tamte czasy, prezentowało się równie świeżo i lekko, co obecna generacja. Głaz, który spadł mi z serca po wejściu do Clio V, wrzucony do Bałtyku, wzniósłby falę tak wielką, że Skandynawię znalibyśmy tylko z serialu Wikingowie.
logo

MOIM ZDANIEM NOWE CLIO MA CHYBA NAJLEPIEJ
ZAPROJEKTOWANE WNĘTRZE ZE WSZYSTKICH MODELI
RENAULT, KTÓRE ZNAJDZIEMY W OBECNEJ PALECIE.
Oczywiście można dyskutować, bo od jakiegoś czasu w samochodach francuskiego producenta jest ogólnie ładnie, ale Clio urzekło mnie szczególnie . W oczy rzuca się pionowo ustawiona konsola środkowa, która w końcu nie wygląda jak tani tablet. Przyjemna skórzana kierownica ma funkcję podgrzewania. Deska rozdzielcza wykonana jest z miękkiego tworzywa, a do tego spójna i dobrze skomponowana stylistycznie. Pół-skórzane, wygodne fotele obszyte białą nicią. Możliwość zmiany kolorów podświetlenia wnętrza, dzięki czemu mamy coś na każdy nastrój. Nagłośnienie sygnowane przez Bose… I nie, to nie jest zachwyt na wyrost.
DO TEGO AUTA WCHODZISZ PO TO, ABY POCZUĆ SIĘ DOBRZE.
logo

Co ważne, nie masz wrażenia, że projektanci chcieli zrobić Wersal kosztem domu modułowego. Tam gdzie jest to zasadne, czyli w miejscach, które realnie używamy i widzimy, wszystko prezentuje się bardzo dobrze i jest miłe w dotyku. Nie tak dawno jeździłem MINI Cooperem S i jeżeli chodzi o samą deskę rozdzielczą, to uważam, że Clio nie ustępuje mu na krok, a to już chyba niezła rekomendacja. Krótko mówiąc, wnętrze Clio V jest zaprojektowane i wykonane w taki sposób, żeby było możliwe jak najlepiej dla samochodu tej klasy. Jak chcesz lepiej, to wydaj drugie tyle i kup sobie auto klasy wyżej. Proste.
NO DOBRZE, ALE JAK TO JEŹDZI?
logo

Samochód ma do wyboru 3 tryby jazdy, które uruchamiamy z konsoli środkowej - eco, normalny i sportowy. Swoją jazdę zacząłem od tego drugiego, bo zapewne właśnie ten tryb będzie najczęściej wykorzystywany przez kierowców Clio. Wszak nie była to odmiana RS. Pomimo, że nie lubię małych silników, to muszę przyznać, że 1,3 TCe pracuje zaskakująco przyjemnie i kulturalnie. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to niesamowita elastyczność tej małej jednostki. Połączona z automatem dwusprzęgłowym automatem sprawia, że auto właściwie z każdych obrotów bardzo chętnie przyspiesza i nie daje wrażenia turbodziury. Jasne, zachowujemy tutaj wszystkie proporcje i nie udajemy, że jest to silnik AMG, ale jeśli mówimy o samochodzie miejskim, to jest więcej niż dobrze. Bardzo dobrze pracuje również wspomniana skrzynia EDC, która od pewnego czasu ma oprogramowanie, które pozwala czerpać frajdę z jej użytkowania. Nawet łopatki przy kierownicy zaczęły reagować żwawo na polecenia kierowcy, co szczególnie miło odczuwa się przy redukowaniu kolejnych przełożeń.
W trybie sport samochód zmienia nieco swoją charakterystykę. Pedał gazu jest bardziej wrażliwy, biegi zmieniają się nieco później i ogólnie czuć, że samochód ma ochotę się wyszaleć. Natomiast, jak już wspomniałem, to nie jest odmiana RS i nie oczekujmy żadnych sportowych emocji, tym bardziej, że Clio ma raczej komfortowo zestrojone zawieszenie i woli z gracją przebijać się przez pole minowe studzienek kanalizacyjnych, niż wgryzać się w tarki podczas ścinania zakrętów na torze. Tryb sport w Clio V posłuży nam raczej w sytuacji, w której spieszymy się przed zamknięciem supermarketu, ale na pewno nie na wyścigach. I to nie jest zarzut, bo tym samochodem ma się przyjemnie jeździć – i tak jest.
CO NA POKŁADZIE?
logo

Dosłownie wszystko. Testowałem oczywiście najbogatszą wersję wyposażenia – Intense, ale w tym wypadku słowo „bogactwo” nie było na wyrost. Clio wyposażone było np. w asystenta parkowania, który wciśnie się za nas w ciasne miejsce pod blokiem, zaparkuje równolegle lub ukośnie. Nie musimy martwić się o zniszczenie pięknego lakieru, bo mamy system kamer 360 z wizualizacją samochodu z lotu ptaka. Lakieru nie obedrzemy także o barierki jadąc autostradą, bo w pasach utrzyma nas system jazdy półautonomicznej. W szybkich łukach samochód skręca sam – ja testowałem ten system przy prędkości 140 km/h, ale być może działa nawet przy szybszej jeździe. Dodatkowo mamy tempomat adaptacyjny, który automatycznie wyhamuje samochód, jeśli uzna, że zbliżamy się do drugiego pojazdu zbyt szybko. Wszystkie te smaczki są łatwe w obsłudze i czytelnie podane na cyfrowym wyświetlaczu o dobrej rozdzielczości.
ZARAZ, ZARAZ – CZY MY NADAL MÓWIMY O SEGMENCIE B?
Właśnie to pytanie zadałem sobie podczas pokonywania dłużej trasy w Clio. Okazuje się, że prędkości autostradowe, a nawet z lekkim hakiem, nie są wcale temu maluchowi straszne. Jasne, wszyscy wiemy, że najszybszymi samochodami na polskich drogach są właśnie samochody z segmentu B – Skoda Fabia i Toyota Yaris, co niejeden przedstawiciel handlowy udowodnił wielokrotnie. Różnica między moją podróżą, a podróżą przedstawiciela handlowego była taka, że oni zawsze jeżdżą w stoperach do uszu lub w słuchawkach. W Clio nie ma tego problemu, bo sunie gładko i relatywnie cicho nawet przy wyższych prędkościach dzięki czemu przejechanie 300-400 km nie jest wcale męczące. Czego chcieć więcej? Kiedy uświadomiłem sobie ten fakt, zaczęło do mnie docierać, że nazywanie Clio autem miejskim jest po prostu nie na miejscu.
TEN SAMOCHÓD RADZI SOBIE W KAŻDYCH WARUNKACH.
Jak podsumować najnowsze Renault Clio? Chyba najlepiej będzie, jeśli wrócę do wątku filmowego, od którego zacząłem mój wywód. Otóż najnowsze Renault Clio jest tak dobrym samochodem, że jeżeli kiedykolwiek powstanie kolejna część filmu TAXI, to już nigdy nie zobaczymy tego auta wśród setek rozbijających się francuskich wozidełek. Clio zasługuje na rolę główną, gdyż udowadnia, że potrafi się wcielić w każdą rolę, a przecież po właśnie po tym poznaje się najlepszych aktorów. I wiecie co? Pomimo tej wielofunkcyjności, nie traci swojego charakteru, a to już co najmniej nominacja do samochodowego Oscara.
logo

Zapraszamy na Taste of Cars