Połowa Polaków nie ufa sądom. Mimo to, co roku wpływa do nich 15 milionów nowych spraw. Czy szklanka jest do połowy pusta czy do połowy pełna? I co ma z tym wspólnego Mundial?

REKLAMA
Zaufanie do sądów w Polsce jest badane regularnie przez CBOS. Na poniższym wykresie widać, że od 1997 roku poziom zaufania nie przekroczył 45%. Kiedy tworzyliśmy strategię modernizującą m.in. dla sądów, pokazaliśmy ten wykres sędziom. Miał to być sygnał od obywateli oraz punkt odniesienia podczas unowocześniania wymiaru sprawiedliwości. Część sędziów mówiła jednak, że co najmniej 50% osób wychodzi z sądu niezadowolonych i poziom zaufania nigdy nie będzie wyższy.
logo
CBOS
Taka teza opiera się na założeniu, że jeśli w sprawie cywilnej naprzeciw siebie staną dwie skonfliktowane strony i jedna wygra spór, to w konsekwencji druga będzie z rozstrzygnięcia niezadowolona. W sprawach karnych, według tej opinii jest jeszcze gorzej – kto bowiem jest zadowolony z faktu, że został skazany?
Ale ta teza, przypominająca trochę paradoks szklanki wody, nie wydaje się przekonująca. Jest co najmniej kilka powodów dla których badanie zadowolenia jest istotne.
Idąc tym tropem można sparafrazować kawał z długą brodą, w którym optymista i pesymista widzą 50% osób wychodzących z sądu odpowiednio zadowolonych i niezadowolonych. Realista powie zaś, że dawałoby to ok. 50% zadowolonych, co daje wymiarowi sprawiedliwości , zgodnie z aktualnymi danymi, ok. 15% pola do poprawy (obecnie ok. 35% zaufania). I tutaj w zasadzie można by skończyć argumentowanie, że warto patrzeć na wskaźnik zaufania do sądów.
A gdyby tak spojrzeć na Mundial i poszukać podobieństw z trochę innym rodzajem sędziowania? Na murawie obowiązują ustalone przepisy. Te przepisy decyzjami sędziowskimi są przekładane na rzeczywistość. Mamy faule, spalone czy doliczony czas gry. Mimo że zdarzają się kontrowersje, to w przeważającej większości drużyny przegrywające akceptują, że przegrały. Obiektywnie. Nie wskutek złych decyzji sędziego.
Można tutaj poszukiwać podobieństw. W sporze sądowym mamy stan faktyczny i przepisy według których jest oceniany. Można więc założyć, że nawet przegrywając sprawę w sądzie, dalej się mu ufa. Po pierwsze dlatego, że mimo że ktoś przegrał, to sędzia jasnym, zrozumiałym językiem wytłumaczył, skąd taka a nie inna decyzja sądu. Po drugie, częściowo potwierdza to tendencja Polaków do rozpoczynania kolejnych spraw sądach – jest ich już 15 milionów. To jednak nie wszystko.
Ewentualny szklany sufit zaufania – o którym mówi część sędziów - mógłby być prawdziwy jedynie jeśli w każdej sprawie w sądach istniałby spór. Jeśli nie ma sporu, to nagle w grę wchodzą inne czynniki – czas, jasność procedur, wytłumaczenie problemu zainteresowanemu. Trudno założyć, że sprawy niesporne (np. dotyczące nabycia spadku gdy nie ma sporu, zarejestrowania spółki czy otrzymania odpisu z księgi wieczystej) generują 50% osób niezadowolonych. W końcu jeśli spełnimy wszystkie warunki formalne, to raczej nie ma możliwości, żeby sprawy nie udało się załatwić – wtedy szala ocen przechyla się na zagadnienia pozaprawne. Czyli w pewnych sprawach możemy śmiało przekroczyć 50% zadowolonych. A ile jest tych „pewnych spraw”?
Polskie przepisy nie rozróżniają co prawda spraw spornych i niespornych, ale robi to Rada Europy, która w swoim raporcie, oceniającym wymiary sprawiedliwości, przyjmuje właśnie takie kryterium (sporne-niesporne). Z najbardziej aktualnych danych wynika, że 60% spraw w polskich sądach to sprawy „cywilne niesporne” i rejestrowe (czyli np. wspomniane wcześniej uzyskanie odpisu z księgi wieczystej).
Można więc śmiało założyć, że jest co poprawiać w zaufaniu do sądów w Polsce. Szczególnie, że zgodnie z dostępnymi danymi obywatele, którzy faktycznie załatwiali jakąkolwiek sprawę w sadzie, ufają mu znacznie bardziej niż ci, którzy tworzą sobie obraz sędziego wyłącznie na podstawie przekazów medialnych.
Jakub Michalski