
Społeczna szkodliwość czynu – to termin często przewijający się w mediach w ostatnich tygodniach. Co ciekawe, wypowiadający się eksperci zakładają, że wszyscy obywatele mają wykształcenie prawnicze, a akta sprawy przeglądają do porannej kawy. Może więc warto wyjaśnić czym jest społeczna szkodliwość.
REKLAMA
Według kodeksu karnego, nie jest przestępstwem czyn, którego społeczna szkodliwość jest znikoma. Konsekwencje takiej sytuacji są poważne. Pomimo że teoretycznie (zgodnie z opisem czynu z kodeksu karnego) nasze zachowanie powinno być przestępstwem, to ze względu na znikomą społeczną szkodliwość, nim nie jest.
Dlaczego w prawie jest taki „wytrych”? Bo może się okazać, że ustawodawca nie przewidział konkretnych okoliczności danego zachowania i w ostatecznej ocenie, pomimo spełniania opisu czynu z kodeksu karnego, nie powinno być ono karane. Profesor Wąsek mówi, że brak instytucji społecznej szkodliwości czynu prowadziłby do „samobójstwa wymiaru sprawiedliwości, gdyby miał on reagować karami w zupełnie błahych wypadkach”.
O ile przy wykroczeniach można w miarę łatwo mnożyć przykłady, to przy przestępstwach – z natury poważniejszych - sprawa się komplikuje. Ustawy i orzecznictwo sądów przez lata wypracowały jednak istotne wskazówki, co należy wziąć pod uwagę oceniając czy dany czyn był społecznie szkodliwy.
Ocenie podlegają kwestie dotyczące przestępstwa i osoby, która je popełnia. Sprawdzamy więc w jakie dobro godzi przestępstwo (może to być np. zdrowie i życie, ale również wybory i referenda) oraz jakie były okoliczności i skutki jego popełnienia. Poza tym oceniamy czy przestępstwo zostało popełnione umyślnie i jaka była motywacja sprawcy. Ocena, czy czyn jest szkodliwy społecznie, jest wynikiem zbadania tych wszystkich okoliczności.
Jak wygląda to w praktyce? Przede wszystkim trzeba poznać całość sprawy – prawidłowa ocena okoliczności na podstawie relacji medialnych w większości przypadków nie będzie możliwa. Potem dany przypadek trzeba rozważyć przechodząc kolejno przez wszystkie pytania. Rozważmy to na abstrakcyjnym przykładzie pana Grzegorza, który znajduje w lesie substancje niebezpieczne, pozostawione tam np. w beczce. Dzwoni do odpowiednich służb, które obiecują, że zajmą się sprawą. Po godzinie nikt nie nadjeżdża. Pan Grzegorz ładuje więc beczkę na swój samochód i wiezie ją na wysypisko. Nie wie, że są w niej substancje niebezpieczne i właśnie wypełnił znamiona czynu zabronionego.
Art.183 Kodeksu karnego: Kto wbrew przepisom składuje, usuwa, przerabia, unieszkodliwia albo przewozi odpady lub substancje w takich warunkach lub w taki sposób, że może to zagrozić życiu lub zdrowiu wielu osób lub spowodować zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Rozważmy więc tę hipotetyczną sytuację. Przestępstwo opisane w art. 183 godzi w dobro w postaci ochrony środowiska. Pan Grzegorz przewożąc beczkę z substancjami niebezpiecznymi teoretycznie faktycznie stworzył niebezpieczeństwo dla środowiska. W kontekście tej sytuacji nie stwierdzono jednak, że szkoda faktycznie powstała.
Taka analiza, na tym etapie, jednak rodzi w nas wewnętrzny sprzeciw. Przecież człowiek działał, żeby środowisko naturalne chronić, nie zaś mu zagrażać. Dlatego dodatkowo trzeba przeanalizować przesłanki podmiotowe – dotyczące sprawcy.
Działał on nieumyślnie, z zamiarem ochrony środowiska, dodatkowo z racji tego, że zdarzenie miało miejsce wieczorem był przekonany, że odpowiednie służby przyjadą dopiero następnego dnia. W konsekwencji możemy w miarę spokojnie stwierdzić, że czyn nie był społeczne szkodliwy.
Gdyby jednak do tej bardzo uproszczonej analizy dodać inne okoliczności. Gdyby pan Grzegorz przyznał, że doskonale wiedział, że w beczce są substancje niebezpieczne i że nie ma prawa ich przewozić, a jednak zrobił to żeby udowodnić, że odpowiednie służby sobie nie radzą? A gdyby ustalono, że chciał co prawda głównie chronić środowisko, ale przy okazji też poprawić czas reakcji służb, nagłaśniając sprawę pomimo świadomości stworzenia zagrożenia? Wtedy odpowiedź nie byłaby taka prosta.
To istotny wniosek dotyczący zagadnienia społecznej szkodliwości czynu – nie warto ferować wyroków bez wiedzy o okolicznościach sprawy. Na marginesie warto przy tej okazji przypomnieć istotę istniejących gwarancji niezawisłości sędziowskiej. Osobiście chciałbym (jak chyba każdy), żeby fakt wydania przez całą opinię publiczną wyroku w mojej sprawie nie miał żadnego wpływu na sędziego. Właśnie dlatego stworzono gwarancje niezawisłości. Choć to temat na osobny wpis.
Jakub Michalski
