fot. MS

William Ewart Gladstone, premier Wielkiej Brytanii z końca XIX w., powiedział, że „sprawiedliwość spóźniona to żadna sprawiedliwość”. Czy każdy długo trwający proces sądowy jest właśnie taki? Czy procesy powinny być szybkie?

REKLAMA
Kilka dni temu w radiu można było usłyszeć zapowiedź, iż wkrótce zapadnie wyrok w sprawie wypadku komunikacyjnego pod Jeżewem. Zginęło w nim 13 osób, ponad 40 zostało rannych. Sprawa bez wątpienia była i jest medialna, a ogłoszony już wyrok ciągle nieprawomocny. Co innego jednak zwróciło uwagę: data wypadku (2005 rok), rozległość aktu oskarżenia (150 stron) i ilość tomów akt sprawy (70).
9 lat to bardzo długi okres. Pewnie z łatwością znaleźć można procesy w podobnych sprawach, które na zachodzie Europy skończyły się dużo szybciej. Sprowadzając sprawę do absurdu (choć tragicznego) warto przywołać historię Mikołaja Wasiliewicza Krylenki – komisarza ludowego ZSRR (1936-37), któremu powierzono zadanie przyspieszenia procesów karnych. Wywiązał się on z tego zadania tak dobrze (jest współautorem „koncepcji przyznania się jako królowej dowodów”, która zakłada, ze jak ktoś się przyzna - nawet przy torturach - to inne dowody nie mają znaczenia), że kiedy wypadł z łask władzy i Sowiecki Sąd Najwyższy skazywał go na śmierć, to całość procesu, aż do egzekucji, zajęła około 20 minut. Przykład ten pokazuje jedną stronę skali. Z drugiej, można przywołać proces toczący się w sądzie w Kalkucie od… 175 lat. Dotyczy on roszczeń o zwrot gruntów należących do radży –Nabakrishny Deba (1733–1797), których obecnie dochodzą jego kolejni spadkobiercy.
Stan rzeczy wypada więc nazwać po imieniu. Szukamy czasu optymalnego dla załatwienia sprawy w sądzie. Czas optymalny zaś, to nie zawsze wyrażenie równoznaczne z „jak najszybciej”. Każdy obywatel, idąc do sądu ze swoją sprawą, oczekuje, że zostanie ona rozstrzygnięta sprawiedliwie. Sprawiedliwie nie musi oznaczać zgodnie z jego oczekiwaniami. Musi jednak obejmować szczegółowe zbadanie sprawy. Tak jak w przypadku wspomnianego na początku procesu: 70 tomów akt, każdy po dwieście kart. Dziesiątki świadków i biegłych. Praca sędziego, sekretariatu, prokuratora, obrońcy. To musi trwać.
Ile powinno trwać, a ile rzeczywiście trwa? Można założyć, że część spraw jest załatwianych praktycznie „od ręki” to np. te związane z rejestracją własności w sądach rejestrowych. Bank Światowy ocenia, że trwa to w Warszawie średnio 18 dni.
Inne sprawy muszą trwać dłużej – warto pamiętać, że proces sądowy, choć powinien być prowadzony bez niepotrzebnych opóźnień, to jednak nie jest biegiem sprinterskim. Taki wniosek nie oznacza usprawiedliwienia dla spraw ciągnących się latami, bez wyraźnego powodu. Te powinny spotkać się z postulatem znacznego przyspieszenia.
Ile więc mamy takich przedłużających się spraw? Obiegowa opinia mówi, że wszystkie sprawy w polskich sądach trwają długo. To akurat najczęściej nieprawda. Jeśli przyjmiemy, ze sprawa ciągnąca się zbyt długo, to taka trwająca powyżej trzech lat do momentu uprawomocnienia się, to odsetek takich praw w Polsce wynosi… poniżej 1,5%.
logo
ODSETEK SPRAW ZAŁATWIONYCH, KTÓRE UPRAWOMOCNIŁY SIĘ PO 3 LATACH OD DNIA WPŁYWU w sądach rejonowych w % ISWS.ms.gov.pl

Oczywiście, część z tych już zakończonych procesów mogłaby trwać krócej, gdyby nie ogólne przeciążenia sądów ilością spraw wpływających - których 1,5% procent ogólnej liczby (w tym przypadku do sądów rejonowych) daje ciągle znaczące ilości spraw niezałatwionych.
logo
POZOSTAŁOŚCI SPRAW w sądach rejonowych w tys. ISWS.ms.gov.pl

Mając na uwadze ilość spraw przechodzących przez polskie sądy, która przekłada się bezpośrednio na ilość spraw w referacie sędziego, warto z pewną wyrozumiałością podejść do nieraz odległych terminów kolejnych rozpraw w sprawie. Jeśli na sędziego czeka nierzadko 800 innych spraw do załatwienia, to całość musi potrwać – w tym kontekście fakt, że prawie wszystkie sprawy kończą się w okresie od 3 lat od wniesienia, trzeba oceniać pozytywnie.
Jak doprowadzić do sytuacji w której wszystkie sprawy rozpatrywane są w optymalnym czasie? Sposobów jest kilka. Od lat mówi się o ograniczaniu katalogu spraw, którymi muszą zajmować się sądy. W ubiegłym roku wpłynęło do nich aż 15 milionów nowych spraw. To kwestia ograniczenia nowej legislacji, ale też wreszcie zapewnienia wsparcia w przygotowywaniu do rozpraw (asystent sędziego).
W Polsce oprócz sędziów, na których czeka 800 i więcej spraw są i tacy, którzy mają ich znacząco mniej – to efekt reguł postępowań sądowych narzucających, który sąd jest dla danej sprawy właściwy, nie zaś złej woli. Siłą rzeczy w dużych miastach sądy zawsze mają więcej pracy.
Inne państwa europejskie ciekawie podchodzą do wyrównywania obciążenia pracą. Na przykład w Holandii, w określonych typach spraw, strony są informowane, że przy aktualnym obciążeniu ich proces potrwa X miesięcy/lat, i jeśli chcą, mogą za obopólną zgodą rozstrzygnąć swój spór w sądzie o mniejszym obciążeniu.
Wszystkie powyższe idee realizują postulat dążenia do rozpatrywania sprawy sądowej w optymalnym czasie. Na dobry początek warto na każdym kroku przekonywać, że ten „optymalny czas” nie oznacza zawsze „jak najszybciej”.
Jakub Michalski