Sparta Wrocław pokazała ekipie z Gdańska gdzie jej miejsce (52:38), Polonia Bydgoszcz prawie sprowadziła tarnowskie „Jaskółki” na ziemię (43:46), a w Częstochowie gorzowska Stal niewinnie pograła tamtejszym „Lwom” na wąsach (32:58). Nie było to zadanie trudne, ponieważ to koty spokojne, słabe i coraz bardziej wyliniałe. Taka była ostatnia żużlowa niedziela. Nie sypnęło niespodziankami, jak żużlem na wirażu, a wynik we Wrocławiu tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Wybrzeże Gdańsk będzie pierwszym i najpoważniejszym kandydatem do spadku. Ale na szczęście nie jedynym. Będzie w dole tabeli jeszcze ciekawie. O ile można tak nazwać walkę o być albo nie być na żużlowej mapie Polski.
Mamy spore zmiany, bo wreszcie działacze polskiego żużla zrozumieli, że w tabeli ekstraligowej jest miejsce na minimum dziesięć drużyn. Ja powiem więcej – jest miejsce dla wszystkich chętnych. Popieram angielski regulamin sprzed kilku lat. W Elite League jeździł każdy, kogo było na to stać. Jestem kibicem „Rakiet” i swego czasu często bywałem na stadionie w Rye House. Kiedy ta drużyna sięgała po tytuł mistrzowski drugiej ligi, to nikt nie mówił o awansie szczebel wyżej. Tam nikt nie porywa się z motyką na słońce. Każdy zna swoje miejsce w szeregu i własne możliwości. To by się mogło u nas sprawdzić. Awansować i po roku spaść, to trochę taka sztuka dla sztuki. A i zbankrutować przy tym łatwo i zniknąć zupełnie na wiele lat. Awans może być wybawieniem, ale także karą. Wszystko zależy od ludzi rządzących w klubach, sponsorów i budżetu. Podobnie jest oczywiście ze spadkiem. Na jak długo beniaminek z Gdańska zakotwiczy w ekstralidze? Tego jeszcze nie wie nikt. Sezon dopiero się zaczął i wiele może się zdarzyć.
Moim zdaniem to najsłabsza ekipa w najwyższej klasie rozgrywkowej w sezonie 2012. Jedna niespodzianka w pierwszej rundzie z marną Marmą Rzeszów to za mało, żebym zmienił zdanie. Na jednorazowy wyskok stać każdego. Nawet słabą (ale lepszą od Wybrzeża) Spartę Wrocław i Włókniarza z Częstochowy. Aby myśleć o utrzymaniu trzeba mieć drużynę. Wystarczy bardzo przeciętna. Jednak to musi być team, a nie jedna gwiazda robiąca 15 punktów i kilku statystów, którzy w pięciu przywożą dwadzieścia oczek w meczu. Jeden Pedersen to za mało. Brakuje bardzo punktów Piotra Świderskiego, a żużlowcy, którzy jadą w jego miejsce jako ZZ nie wyrabiają normy. Ale ja i tak zawsze trzymam kciuki za najsłabszych, czyli w tym roku za moją Spartę i Wybrzeże właśnie.
Oby nie zwijali w Gdańsku żagli. Życzę im pomyślnych wiatrów i niech w tym sezonie jeszcze wiele razy poczują w morskim powietrzu smak zwycięstwa.
