Dawno nie było posta o koszykówce. Bo i pisać nie ma o czym. Śląsk rozegrał pięć spotkań z rzędu na wyjeździe, większość wygrał, ale nie miało to żadnego znaczenia. Później wrócił do Wrocławia i przegrał z Koszalinem. I co z tego? Ostatnio rozniósł w pył u siebie Kotwicę Kołobrzeg. I co? I nic. Na żywo oglądało to może 150 osób. Bo te wszystkie mecze nie mają większego sensu. Drugi etap rozgrywek wśród drużyn z miejsc 7-14, to niekończąca się nudna historia. Od samego początku tej rundy wiadomo kto awansuje dalej do play off. Kibice i dziennikarze na siłę wymyślają sobie emocje i na każdym kroku pytają, która drużyna wejdzie z pierwszego, a która z drugiego miejsca? Śląsk czy Koszalin? Emocje sięgają zenitu! A jaka to różnica skoro obie ekipy wpadną zaraz na czołówkę ligi i na 90% pożegnają się z sezonem?!
Nie będzie mnie dziś, bo nudzą mnie serie meczów o nic. Działa mi też na nerwy wrocławski spiker, który drze się jakby go ze skóry obdzierali, a nic sensownego z tego krzyku nie wynika. Kiedyś przychodziło się na mecz i człowiek wiedział co się dzieje na parkiecie, bo spokojny głos spikera wyjaśniał mu wszystko. „Przewinienie osobiste. Popełnił Adam Wójcik. Trzecie. Rzuty osobiste dla gości, ponieważ był to szósty faul drużyny Śląska”. Ot, taki przykład. Nie każdy zna się na koszykówce. Nie musi umieć wszystkich zasad. I nie wszystko też kibic z daleka widzi. Po to jest spiker zawodów, żeby ludziom na trybunie tłumaczyć, czemu sędzia macha rękami i pokazuje dziwne gesty.
Kiedyś drużyna miała niskie numery na koszulkach (od 4 do 15) i na tablicy świetlnej było widać kto ile ma przewinień. Potem przepisy się zmieniły i koszykarze korzystają z zakresu 1-99. Jednak na tablicy w Hali Orbita pozostały oznaczenia 4-15, więc nie wiem kto ile ma fauli. Od czego jest człowiek z mikrofonem…? Od przekazywania podstawowych informacji, a nie robienia na siłę z meczu zapowiedzi gali bokserskiej.
Na meczu z Kotwicą wszystko wyglądało beznadziejnie. Nawet dziewczyny z Cheerleaders Wrocław ubrały się w śmieszne koszulki i wyglądały, jak gimnazjalistki, które uciekły w środku tygodnia z ostatniej lekcji, żeby potańczyć przed pustymi trybunami. No właśnie, ŚRODEK TYGODNIA. Który to już mecz Śląska w abstrakcyjnym terminie dla ludzi pracujących?
Ten sezon jest dla mnie skreślony. I dla WKSu też. Gramy, aby zagrać, wejść do play off i odpaść.
Śląsk – Polpharma. Wielkie Spotkanie. Tak zapowiada to wrocławski klub. Nie róbmy sobie w święta jaj. Nie dziękuję. Nie uwierzyłem. Co prawda tanio, ale za daleko i szkoda mi czasu. A czas to pieniądz.
W telewizji mecz na żywo. Trefl Sopot podejmuje właśnie Turów Zgorzelec. Po drugiej kwarcie wynik na styku. Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale wolę mecz w TV obcych drużyn niż wrocławski wielkanocny (s)hit…
