Très.B to zespół wart odkrycia, posłuchania. Do podobnych wniosków doszedł tygodnik Polityka nominując grupę do nagród "Paszporty Polityki". - Ja bym powiedział, że Très.B. to taka muzyka bardzo ładna, delikatna. - Serio myślisz, że delikatna? A widziałeś nas na żywo kiedyś? - odważnie i stanowczo odpowiada Michalina Furtak.

REKLAMA
logo
Oficjalny fanpage zespołu
Tomek Golonko: Nominacja do Paszportów Polityki. Jak brzmi uzasadnienie?
Michalina Furtak (Très.B.): Raz czytałam uzasadnienie i nie pamiętam dokładnie. Ktoś napisał, chyba Kuba Wojewódzki, że wszyscy mówią, że jesteśmy alternatywą, a to nie jest alternatywa tylko inteligentny pop. To bardzo miłe.
Żeby była jasność, mówimy o nominacji dla Très.B., w którym jesteś wokalistką.
M.F: Tak jest :).
Myślałaś, że kiedyś będziecie nominowani do "Paszportów" ?
M.F: Byłam na dwóch poprzednich ceremoniach rozdania Paszportów Polityki, bo inni artyści Chaos Management Group byli nominowani. 2 lata temu siedziałam na samej górze na balkonie, rok temu wśród nominowanych, z zespołem Ballady i Romanse. I nasz tour manager śmiał się, że co roku jestem bliżej sceny i za rok to już na pewno wyląduję na scenie. A ja sobie myślałam - chyba zwariował!
Czy nagrody to jest wyznacznik czegoś?
M.F: Dla mnie nominacja do "Paszportów" to wielki zaszczyt.
Dlaczego?
M.F: Jest jakieś gremium dziennikarzy Polityki, którzy siadają i ze wszystkiego co się działo w tym roku wybierają 3 rzeczy, które coś tam im zrobiły. Ty wiesz ile się rzeczy dobrych działo w tym roku? To, że nas wskazali jako jedną z tych trzech najlepszych rzeczy to jest jakaś abstrakcja. Cieszę się oczywiście bardzo. Ale też jestem zdziwiona, że tak poważnie nas traktują.
Czyli musieliście zrobić coś dobrego. Pomyślmy... muzykę?
Haha. No tak. Chyba im się płyta podobała :).
Powiedz mi coś o płycie Très.B. Kim jesteście? To bardzo ciekawe.
M.F: Rzeczywiście Très.B. ma ciekawą historię. Chłopaki wychowali się w Luksemburgu, zespół powstał w Danii, razem przeprowadziliśmy się do Kopenhagi, z Kopenhagi do Maastricht, z Maastricht do Amsterdamu, a z Amsterdamu do Warszawy. Ja jestem słaba w nazywaniu gatunków. Très.B. to jest wypadkowa trzech osób, a że każde z nas jest totalnie inne - wychodzi taki mix.
Idę do sklepu, chcę kupić płytę. Jakąś ładną jak to mówi przeciętny Kowalski. I chcę żeby mi powiedziała pani w sklepie: Proszę kupić Très.B. Czyli jak mam was scharakteryzować?
M.F: Nie mam pojęcia. Na pewno jakbyś chciał kupić po okładce to płyta "40 winks of courage" ma bardzo ładną okładkę.
Ja bym powiedział, że Très.B. to taka muzyka bardzo ładna, delikatna.
M.F: Ha! Serio myślisz, że delikatna? A widziałeś nas na żywo kiedyś?
Płytę mam. Słucham, jak krzątam się po domu. Ale na żywo nie widziałem. A ten wywiad ma zachęcić do posłuchania, do zobaczenia.
M.F: Myślę, że delikatność nagrania bierze się z tego, jaki prosty jest nasz setup. Nagraliśmy tę płytę w 3 osoby, na żywo. Całe nagranie zajęło 6 dni. Nic tam nie ma oprócz perkusji, basu, gitary i wokalu. A, i odrobinki zabawkowego keyboardziku. Więc na pewno bardzo wyeksponowany jest tekst i emocja i myślę, że stąd to wrażenie delikatności. Tę płytę zrobiliśmy, jak chcieliśmy. Bez kompromisów. Wiedzieliśmy czego chcemy jak szliśmy do studia, a do tego nagrywaliśmy z genialnym Michałem Kupiczem.
Czy taka nominacja, takie nagrody jak "Paszporty" coś dają?
M.F: Myślę, że tak. Sama nominacja już robi swoje, ale nagroda to już w ogóle.
Kto może głosować?
M.F: Każdy, bo pierwszy raz kapituła oddala wybór w ręce czytelników. Głosować można na polityka.pl/paszportypolityki
To dość odważnie. Demokratycznie lud wybierze to, co jest najlepsze muzycznie.
M.F: I w ogóle, nie tylko muzycznie. We wszystkich kategoriach głosuje się on-line.
Powiedz mi jeszcze coś o Très.B. Kim jesteś Ty, kim chłopaki. Ich totalnie nie znam.
M.F: Tom i Oli poznali się w szkole w Luksemburgu jak mieli 13 lat. Założyli pierwszy zespół i grają od wtedy razem. Gdy skończyli szkołę znów razem pojechali do Danii na kurs w szkole muzycznej, na którym spotkali mnie. I mieli jechać po tej naszej szkole w podróż po Kanadzie, tak sobie wymyślili, ale jako że się poznaliśmy i postanowiliśmy od wtedy trzymać się razem, to przeprowadziliśmy się do Kopenhagi. Chcieliśmy zostać w Danii, ale stało się coś dziwnego. Wszyscy złożyliśmy aplikacje na studia. Chłopaki się dostali, ale pracownicy uniwersytetu w Roskilde przeoczyli jeden z załączonych przeze mnie dokumentów i mnie nie przyjęli. Po moich telefonach przeszukali aplikację i okazało się, że wszystkie dokumenty są, ale rekrutacja była już zakończona, więc zaprosili mnie do złożenia aplikacji za rok i tyle.
I?
Błyskawicznie przejrzałam zbliżone programy na kilku europejskich uniwersytetach i złożyłam aplikację na uniwersytet w Maastricht, gdzie się dostałam. Rzutem na taśmę! Mówię chłopakom, że muszę się przeprowadzić do Maastricht, a oni na to no przecież mamy się trzymać razem. "Jedziemy z tobą!". Jest tam coś co możemy studiować, co nie? I tak trafiliśmy do Maastricht, z którego potem przeprowadziliśmy się do Amsterdamu, a potem do Warszawy. Oto jak Tom, pól Anglik pół Duńczyk, i Olivier Holendro-Amerykanin, trafili do Polski.
A ty jesteś Polką do tego składu bardzo różnego. Aż chce się krzyknąć: Jezus Maria Peszek!
M.F: Pochodzę z łemkowskiej rodziny, urodziłam się w Zielonej Górze, potem mieszkałam pod Warszawą, potem wyjechałam do Danii i Holandii. Też się czuję takim samym pomieszaniem z poplątaniem jak i oni.
Czyli Très.B. to misz i masz. A masz!
M.F: No mam.
Powiedz na koniec, czego ci można życzyć?
M.F: Odwagi
Odwagi?
M.F: Żeby robić to co się umie i lubi i nie bać się tego pokazywać ludziom. I żeby się nie bać wchodzić w nowe projekty i nie bać się zmian. I żeby w siebie wierzyć. I w ogóle wiesz... przydaje się w życiu odwaga :).
"In your Fejs" to cykl wywiadów przeprowadzonych z ludźmi kultury, mediów i show-biznesu na facebookowym czacie.