Diana Vreeland
Diana Vreeland theremainsoftheweb.com

Dianę Vreeland poznałem przypadkiem. Podczas Warsaw Fashion Film Festiwal wyświetlono o niej dokument. Szybko zrozumiałem, że jest kimś ważnym, skoro poświęcają jej pierwszy dzień festiwalu. Zrozumiałem, że jest ikoną. Licząc w pamięci, oczarowała mnie w ciągu 4 minut, by przy kolejnych 86 oślepić mnie intelektem. Poznałem historię redaktorki Harper's Bazaar, naczelnej Vogue'a z fantazją, umysłem o figurze modelki. 5 prostych rzeczy, które powiedziała Diana, a które sprawiły, że się tego dnia uśmiechnąłem.

REKLAMA
Punkt pierwszy: Dziecinnie proste rozwiązania są dobre. Wyluzuj!
Zacznijmy od tego, że Diana Vreeland nie traktowała życia zbyt serio. Dlatego możecie odnieść wrażenie, że złote myśli, które ona wypowiedziała, a które ja zapamiętałem, są infantylne. Ale gdy opowiada je właśnie ona, starsza, uśmiechnięta Diana, to dziecinady nabierają sensu. Weźmy te o pisaniu prawdy w prasie. Praca redaktorki nauczyła Dianę zmyślać. Mówiła: Nie opowiadaj nudnej historii. Fantazjuj!

Punkt drugi: Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, więc... wyluzujmy

Być może to, co teraz przeczytacie jest prawdą straszną... ale... nie macie na to wpływu. Straszną na pewno dla tych, którzy wiążą swoje życie z modą. I są z Polski. Diana pytana niejednokrotnie o to, jaki jest przepis na sukces, jak to robi, że została redaktorką Harper's Bazaar czy naczelną Vogue'a, mawiała: Trzeba urodzić się w Paryżu, a reszta sama się potoczy. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy, dlaczego więc tracić energię na nierówną walkę?
Punkt trzeci: Łam zasady!
Diana była dobrze urodzona, ale kochała się w kosztowaniu życia. Szanowała rodzinę, lecz przede wszystkim szanowała siebie. Jeszcze jako młoda dziewczyna chodziła do nowojorskiego Harlemu na... tańce. Zachowanie młodziutkiej Vreeland było źle widziane. A nawet bardzo źle, bo często widziano ją na tych tańcach w towarzystwie gigolo. Wielu z nas, pod presją otoczenia, rezygnuje z "tańca". Ale nie ona. Pytana po latach, jak się prowadziła, bo różnie mówiono, rzekła: Nie interesowało mnie, co mówią ludzie. Chciałam tańczyć z najlepszymi. A najlepsi byli gigolo w Harlemie.
Punkt czwarty: Przyznaj się, że...
Oglądając "Diana Vreeland: The Eye Has To Travel " widziałem, jak ludzie na widowni się uśmiechają. Jak z prostej historii czerpali radość. Że można odnieść ogromny sukces, mając ogromny dystans do świata, do siebie. W końcu - nie gniewać się z życiem. W dokumencie jest fragment, gdy dziennikarka pyta Dianę o słabość do pieniędzy. Odpowiedź miała być taka: Oczywiście, że nie. Pieniądze nie są najważniejsze. W końcu Diana to jedna z najbardziej wpływowych kobiet w modzie, więc powinna trzymać fason. Ona zaś odparła: Oczywiście, że kocham pieniądze. Ludzie się do tego nie przyznają, bo nie wypada. Kto uważa, że pieniądze nie są ważne, jest chory.
Punkt piąty: Wyprzedzaj myślami innych
Mówiło się, że Diana osiągnęła wielki sukces, bo miała nosa do ludzi. Piękne sesje w Vogue'u, dobre teksty w Harper'sie. Ona miała tym ludziom czytać w myślach. Wiedziała, co się sprzeda. Ludzie wiedzieli swoje, a Vreeland... swoje. Z uśmiechem na ustach, papierosem w ręku mówiła: Nie dawaj ludziom tego, czego chcą. Daj im to, o czym jeszcze nie wiedzą, że mogą tego chcieć. Każde zdanie było manifestem, próbą śmiania się życiu w twarz. I Wam tego życzę :)
logo
Diana Vreeland markdsikes.com